Nasz miłościwie panujący "żond" postanowił wpisać do nowelizowanej ustawy PIT obniżone stawki podatkowe. Trochę się zdziwiłem, czyżby zamierzali zrealizować jednak jakąś przedwyborczą obietnicę? Już się zaczynałem uśmiechać, ale... jest tu pewien haczyk.Otóż niższe podatki obowiązywałyby dopiero od 2009 r. Dlaczego tak późno? Ano dlatego, że obniżenie podatków ma sens wtedy, gdy wzrost gospodarczy jest wysoki i stawki podatkowe są ustalane z uwzględnieniem pozostałych parametrów ekonomicznych. Nie jestem ekonomistą, ale nie trzeba mieć ogromnej wiedzy, żeby dostrzec, iż wzrost wydatków budżetowych (a "tanie państwo" sporo kosztuje) przy jednoczesnym obniżeniu podatków sprawi, że gdzieś zacznie tych pieniędzy brakować. Ile? Ekonomista, Janusz Jankowiak na swoim blogu podaje:
"Wpisanie obecnie do nowelizowanej ustawy PIT dwóch obniżonych stawek podatkowych, obowiązujących od roku 2009, kosztować będzie na dzisiejsze pieniądze 9 mld PLN. Sporo."Oczywiście chciałbym płacić niższe podatki. Ale mam świadomość, że to czego nie zapłacę w podatku będę musiał państwu zapłacić w inny sposób (a jest tych sposobów wiele). Niestety nikt nie chce obniżyć kosztów pracy, a mamy je wysokie, co skutkuje również pośrednio tym, że inwestorzy którzy pojawiają się w naszym kraju nie mogą znaleźć pracowników - bo nikt nie chce zarabiać 1000 - 1300 zł na rękę, a pracodawcy nie chcą płacić wysokich stawek tylko wolą przenieść produkcję np do Chin.
Dlatego takie kukuł... kacze jajo lepiej podrzucić następnemu rządowi. Wniosek jest z tego taki, że pis realnie bierze pod uwagę, że straci rządy przy następnych wyborach. Niestety wykonanie swoich obietnic przedwyborczych też pozostawia następcom.
Foto: GettyImages Creative
Żródła: Money.pl, blog Janusza Jankowiaka