wtorek, września 07, 2010

UrbanCard i SkyCash czyli jak zniechęcić do nowych rozwiązań.

O wrocławskiej karcie UrbanCard uprawniającej do przejazdów komunikacją miejską ostatnio było głośno w lokalnej prasie. Głównie krytykowano jej "nowoczesną" nazwę.
Dziś przeczytałem, że nie tylko nazwa jest nowoczesna - mogę za pomocą telefonu komórkowego kupić bilet. Ponieważ lubię takie wygodne nowinki, mam teraz całkiem fajny telefon z Androidem to postanowiłem wypróbować.

Zaczęło się od próby instalacji. Na stronie UrbanCard podano trzy sposoby:

1. Przez fotokody na przystankach
2. Przez stronę SkyCash
3. Poprzez pustego sms-a na odpowiedni numer

Sposób 1 - jestem w domu, fotokod mógłby być na stronie ale po co? A przystanek specjalnie nie pójdę.

Sposób 2 - loguję się na stronie, podaję numer, przepisuję kod z obrazka i czekam na hasło. Po pięciu minutach ponownie to robię. Po kilku minutach jak nic nie otrzymuję daję sobie spokój z czekaniem zabieram się za sposób trzeci.

Sposób 3 - wysyłam smsa. Dostaję zwrotną wiadomość z linkiem oraz... pozostałe wiadomości z hasłami do rejestracji przez www. Pobieram aplikację z linka. Okazuje się, że aplikacja jest w Android Market i mogłem ją pobrać bez tego zamieszania. Ale po co o tym informować użytkownika.

Szukałem też informacji na stronie SkyCash. Znalazłem miejsce gdzie mogę sprawdzić czy mój telefon jest obsługiwany Samsung Galaxy S). Nie było go na liście, za to były takie "samsungi" jak BenQ Siemes SL80 i inne modele Siemensa.

Pobrałem aplikację, zarejestrowałem się w SkyCash i przyszło do zasilenia konta. Tu tez jest kilka możliwości. Doładowanie prze SMS Premium woła o pomstę. Najłatwiejsza i jednocześnie najdroższa opcja - doładowanie konta o 1,5 zł kosztuje 3,66zł!!!
Inne opcje to Przelewy24 (kilkadziesiąt groszy prowizji) lub wpłata bezpośrednia na konto (około 1 dnia oczekiwania na kasę).

Po przejściu wszystkich procedur i z telefonem w kieszeni - używanie aplikacji jest bajecznie wygodne. Wsiadam do tramwaju lub autobusu, parę kliknięć i mam dowolny bilet. Mogę wybrać czy normalny czy ulgowy, czy jednorazowy, czy czasowy, czy dzienny czy nocny. Świetne.

Tylko zastanawiam się czy kontrolerzy nie zwariują jak pokażę im na ekranie kod 2D zamiast biletu...

Podsumowanie.
Wady:
- fatalna informacja na stronie UrbanCard
- problematyczna rejestracja i nierzetelne informacje na stronie SkyCash
- konieczność pobrania aplikacji przez telefon (najczęściej wiąże się to z niewielką opłatą za pobrane dane wg. cennika operatora)
- obsługa tylko komunikacji wrocławskiej i jednej korporacji taxi w Olsztynie.

Zalety
- niesamowita wygoda i prostota użytkowania. Nie trzeba się martwić o bilet nocny wracając z imprezki ;)

Dla używających Androida podaję linka do fotokodu.


Foto: fragmenty stron UrbanCard oraz SkyCash

poniedziałek, sierpnia 30, 2010

Reaktywacja. Kolejna :)


Kolejna reaktywacja bloga. W sieci łatwo się nie umiera. Dziś znów dostałem komentarze pod postem dotyczącym sck.com.pl. Wykiwali kolejną osobę i ktoś założył stronę www.pozewsck.prv.pl Oby pomogło to innym, bo ja sck omijam od lat. Powodzenia.

środa, listopada 18, 2009

Darmowa aktualizacja do Windows 7 według firmy Dell.

Potrzebowałem zmienić ostatnio laptopa na trochę wydajniejszy sprzęt. Przejrzałem listę modeli różnych producentów i zestawiłem je z moimi możliwościami finansowymi. Padło na sprzęt firmy Dell. Ponieważ nie było wtedy w sprzedaży laptopów z Windows 7 jednym z najważniejszych kryteriów była możliwość aktualizacji z Visty do "Siódemki". Sprawdziłem - mój model podlegał bezpłatnej aktualizacji. Co prawda producent zaznaczał, że może się to wiązać z kosztami wysyłki itp. ale byłem gotów je ponieść. W końcu ile może kosztować przesyłka? Kurierska w najgorszym wypadku 35 zł. Czekałem więc niecierpliwie na datę premiery.

Nadszedł 26 października - według harmonogramu, tego dnia Win 7 miał być dostępny dla Polski. Wszedłem na specjalnie przygotowaną stronę Della do aktualizacji systemu i tam rozczarowanie. Lakoniczny komunikat, że dostanę maila z informacją gdy będzie możliwa rejestracja. Zirytowany zadzwoniłem na infolinię Dell Polska - tam poinformowano mnie, że faktycznie ta opcja jest niedostępna oraz, że na pewno nie zmieni się to wciągu najbliższych dni. Było to kompletnie niezgodne z tabelą dostępności znajdującą się na tej samej stronie Della. Postanowiłem napisać maila, żądając jednocześnie podania realnego terminu. Po dwóch tygodniach dostałem odpowiedź o następującej treści:
Dziękujemy za skontaktowanie się z firmą Dell ™ | Windows ® 7 opcja uaktualnienia Customer Care Team.

W związku z odzewem program win7 generowane zamówienia są wypełnione w First In First Out podstawie. Nasze systemy są próbuje nadrobić zaległości na wszystko. Czas dostawy ramy jest obecnie 2-4 tygodnie i będzie zależeć od lokalizacji. Gdy element zostanie wysłane, e-mail zostanie wysłana zapewnić Państwu informacje o przesyłce.

Z pozdrowieniami,
Dell ™ | Windows ® 7 opcja uaktualnienia Customer Care Team


Wysyłanie wiadomości z kiepskiego translatora jest dalekie od profesjonalizmu i na pewno nie świadczy o poważnym traktowaniu klientów.

W pewnym momencie pojawiła się informacja - można zamawiać! A tam kolejne niemiłe zaskoczenie - koszt wysyłki i pakowania "darmowej" aktualizacji to... 100zł! Trzeba mieć jeszcze kartę kredytową, żeby zapłacić. Po zapłaceniu pojawiła się informacja o zamówieniu i data przewidywanej wysyłki - 25 listopada!

Skąd takie koszty i termin? Ponieważ Dell postanowił zmusić chyba wszystkich swoich użytkowników na świecie do ratowania amerykańskiej gospodarki - więc centrum aktualizacji znajduje się w USA.

A przecież dużo tańsza, prostsza oraz wygodniejsza dla klientów byłaby obsługa lokalnych użytkowników przez Dell Polska. Pomijam już tak nowoczesne sposoby jak udostępnienie obrazu ISO do pobrania, to na pewno korespondencja e-mail byłaby bardziej zrozumiała.

Póki co - męczę się z Vistą, która na laptopie Della niestety często się zawiesza.

środa, czerwca 17, 2009

Mysza - jaka jest, każdy wie...

Myszka - nieodłączna część komputera. Przewodowe odchodzą już w zapomnienie, a bezprzewodowe zazwyczaj mają dedykowany odbiornik radiowy lub korzystają z technologii Bluetooth. Ja zaliczam się do zwolenników tych ostatnich - praktycznie każdy laptop aktualnie sprzedawany ma moduł BT i nie trzeba zajmować dodatkowo portu USB na nadajnik radiowy.

Dla mnie istotną cechą sprzętu z którego korzystam na co dzień oczywiście oprócz jego funkcjonalności i ergonomii jest... wygląd. Po prostu sprzęt "designerski" wyróżnia i przyjemniej się z niego korzysta. Jedną z firm która robi sprzęt idealnie odpowiadający mi stylistyką jest Sony, a niedawno na rynek wprowadzili myszki BT. Od razu wiedziałem, ze muszę takiej używać ;)

Do tej pory używałem Blueatake BT-510. To była mysz na podczerwień. Sony VGN-BMS55 jest myszką laserową. Rozdzielczość 800 dpi, zasięg 10 metrów, no i ta stylistyka...
W zestawie otrzymujemy podkładkę (dopasowaną wyglądem do serii laptopów CS). Ogromne ślizgacze na spodzie i solidna podkładka sprawia, że mysz działa bardzo precyzyjnie.
Dwie baterie LR6 powinny zapewnić 3 miesiące działania. Aktualnie Sony ma promocję cenową i kosztuje ona około 180 zł ("normalna" cena - 280 zł, niestety ceny to jest to z czym Sony przesadza). Minusy to brak pokrowca zabezpieczającego w transporcie oraz brak sterowników pod inne systemy niż Windows. Resztę możecie zobaczyć na zdjęciach.



wtorek, czerwca 09, 2009

E-głosowanie w Polsce!

Estończycy już to mają. Może więc pojawi się też u nas? Każdy prawdziwy internauta wolałby pewnie parę kliknięć zamiast wędrówki do lokalu wyborczego. Po pierwsze, jest to wygodniejsze, po drugie - oddajemy głos niezależnie od tego czy jesteśmy w swoim okręgu wyborczym, czy nad jeziorem z laptopem :)

Stowarzyszenie Polska Młodych wraz z Zespołem Ekspertów z Wydziału Podstawowych Problemów Techniki Politechniki Wrocławskiej, pracuje nad systemem e-głosowania. Właśnie trwa testowanie tej platformy i każdy może się zarejestrować do środy, 10 czerwca do godz 14:00 na stronie www.e-glosowanie.org i oddać głos przez internet. Kto wie, może przy następnych wyborach będziemy głosować na prawdę? Życzę tego tym którzy pracują nad systemem i nam wszystkim.

piątek, czerwca 05, 2009

Windows 7 - EN czy PL?

Microsoft wspaniałomyślnie udostępnił wersję Release Candidate swojego najnowszego systemu Windows 7. Praktycznie może go pobrać każdy i legalnie testować do marca przyszłego roku. Obraz z instalką można pobrać jednak tylko w językach angielskim, niemieckim, japońskim, hiszpańskim i francuskim. Od niedawna jednak dostępne są pakiety językowe do pobrania poprzez system aktualizacji systemu i jest wśród nich pakiet dla języka polskiego. Jednocześnie w sieci pokazała się instalka tej samej kompilacji 7100 ale w języku polskim dla naszych betatesterów (nie jest ona oficjalnie dostępna ale od czego są torrenty, chomiki i inne źródła). I wygląda na to że różnica językowa nie jest jedyną. Otóż instalowałem obydwie wersje językowe na kilku komputerach. Nawet na jednym z nich obydwie wersje. Najpierw angielską - po zainstalowaniu okazało się, że brakuje sterownika do ATI Mobility Xpress 200M. Ale system wykrył kartę, dociągnął sterownik, zainstalował i po restarcie wyświetlił poprawną rozdzielczość. Duży plus. Po instalacji Windowsa 7 (7100) PL - karta nie została wykryta. Co więcej próba zainstalowania sterownika z Visty kończyła się odmową (sterownik niepodpisany cyfrowo). Wśród sterowników ATI dla Win7 natomiast nie było właściwego. Sytuację uratowało dopiero "modowanie" paczki sterowników i wtedy instalacja zadziałała.

Wynika stąd, że jednak część aktualizacji jest niedostępna dla Win7 PL. Na wszelki wypadek polecam instalację wersji angielskiej oraz polskiego pakietu językowego. Co prawda pewna część systemu, oraz ekrany startowe zostaną anglojęzyczne, ale to chyba nie problem nawet dla nieznających języka wyspiarzy :)

środa, czerwca 03, 2009

Rewolucja w rozrywce od Microsoftu

Nie od dziś wiadomo, że wśród konsol do grania prym wiedzie Nintendo Wii. Dlatego, że posiada niesamowity kontroler z akcelerometrem dzięki czemu gracz zostaje wciągnięty w rozgrywkę, np machając kontrolerem jak paletką możemy grać w wirtualnego pingponga. Zastosowań jest dużo więcej - więc przebija to kontrolery i pady od Xboxa i PS3 czy innych konsol.

Wczoraj na targach E3 Microsoft przedstawił coś co może dać mu jednak palmę pierwszeństwa. Projekt Natal to mała przystawka do Xboxa, która sprawi, że nie będziemy potrzebować żadnego kontrolera. Urządzenie rozpoznaje bowiem ruchy ciała oraz głos. Obejrzyjcie ten film, wyjaśni Wam wszystko oraz rozbudzi niewątpliwie pragnienie posiadania tego urządzenia. Ja już się nie mogę doczekać :)


Foto: Kadr z GameTrailers.com

Touch Pro 2 - czy warto zmieniać?

Ostatnio miałem okazję pobawić się następcą HTC Touch Pro - czyli Touch Pro 2. Porównanie zewnętrzne pokazują fotki (zresztą można już w sieci znaleźć inne porównania TP i TP2). Ale wszystkie dotyczą aparatów HTC ze standardowym oprogramowaniem. Dodać należy, że są ludzie (na XDA forum oraz rodzimym pdaclub.pl) którzy po premierze nowszego modelu przenieśli pewne funkcje do poprzednika. Ja na co dzień używam właśnie takiego zmodyfikowanego Touch Pro. Posiadam więc kilka funkcji z TP2 - takie jak zakładka kalendarza lub możliwość sprawdzenia kursu walut. Czy warto się przesiadać? Po krótkich testach mam kilka wniosków.

Zalety:
- TP2 ma większy ekran, bardzo czytelny i świetny do ebooków
- TP2 ma dużo większą klawiaturę, bardzo wygodną i odchylany ekran

Wady:
- taki sam procesor i pamięć jak w TP, nic nowego poza BT w wersji 2.1
- bateria taka jak w TP, przy większym ekranie, pewnie ma krótszy czas pracy

Oprócz tego - nie podoba mi się ten "ajfonowaty" design. Wcześniejszy model uważam za bardziej elegancki ale to rzecz gustu. Nowa wersja jest też większa, choć ma dużo mniejszą przestrzeń na klawisze i pozbawiona jest kółka sterującego. Czy warto zmieniać? Według mnie nie - wolę zaczekać na TP3, może już z procesorem Snapdragon :)



Foto: Arqs
Czasem tak się w życiu składa, że chce się wiele zrobić ale czasu wciąż za mało. Tak jest z tym blogiem. Już próbowałem go reanimować a teraz spróbuję po raz ostatni. Takie mocne postanowienie bez okazji :)

niedziela, lutego 01, 2009

Australian Pink Floyd Show

Sobota 31 stycznia, Hala Stulecia we Wrocławiu. Koncert Australian Pink Floyd Show czyli zespołu grającego kawałki Pink Floyd - brzmiącego jak Pink Floyd i ogólnie udającego Pink Floyd. Wiem, można sobie pomyśleć - co to za podróba? Otóż, słyszałem ich płytę, widziałem ich koncert DVD (z Royal Albert Hall) i byłem pod ogromnym wrażeniem. To wszystko miało klimat i brzmiało jak Pink Floyd! Zresztą kapela ma namaszczenie samego Davida Gilmoura.
Cóż, chciałem poczuć ten floydowski klimat, bo przecież teraz na koncert oryginału nie bardzo można liczyć. Mam to szczęście, że udało mi się być na ich koncercie w Monachium, wiem jak brzmią (brzmieli) na żywo.
W dodatku APFS zapowiadało wielkie show - mieli odtworzyć całe The Wall. Odtworzyli.

Krótko podsumowując - APFS nie zachwyciło mnie. Dlaczego?

  • Nagłośnienie - do bani. Tylko od frontu, nie tak jak było to na koncertach Pink Floyd, w dodatku dźwięk odbijał się od ścian, werbel było słychać podwójnie - ten drugi opóźniony o sekundę. To największe rozczarowanie. Floydzi słyną z perfekcyjnego dźwięku

  • The Wall, choć starali się wiernie odtworzyć, to jednak brak było tego rozmachu, praktycznie był to ułamek oryginału. Wniosek - po prostu pewnych rzeczy nie należy robić.

  • Brak charakterystycznego okrągłego ekranu na którym leciały charakterystyczne dla Floydów, klimatyczne filmy. Mieliśmy za to prostokąt, z animacjami komputerowymi naśladującymi filmy oryginalne, ale animacjom brak było płynności, jakby były wyświetlane ze zbyt słabego komputera.


Teraz trochę pozytywów. Brawa dla wokalistów. Tu na prawdę spisali się świetnie i dość wiernie w stosunku do oryginału. Praktycznie koncert ratowały bisy. Po oficjalnej części The Wall usłyszeliśmy "Shine On Crazy Daimond" (niestety intro na gitarze brzmiało fatalnie, przesterowany suchy trzask towarzyszył każdemu uderzeniu struny) podczas którego animacje na ekranie przedstawiały całą charakterystyczną "symbolikę" Floydów, a na koniec zobaczyliśmy zdjęcie Syda Barretta. Następnie "The Great Gig In The Sky" z rewelacyjną wokalizą w wykonaniu Oli Bieńkowskiej (jest częścią APFS). To chyba jedyny moment koncertu, gdzie poczułem dreszcz emocji. Tu mogliśmy zobaczyć wreszcie filmy, na początku zmarłego niedawno Richarda Wrighta, a potem zalewały nas fale oceaniczne (mocne skojarzenie z "Anesthetize" Porcupine Tree), potem "One Of These Days","Wish You Were Where" oraz "Learnig To Fly" i na koniec "Brain Damage/Eclipse". Tu należą się gratulacje zespołowi za świetny film. Mogliśmy na nim zobaczyć m.in. Putina, Blaira, Obamę, Husaina i innych aktualnych lub byłych polityków i przywódców tego świata. Doskonale pasowały tu słowa "The lunatic in on the grass..."

Nie odnalazłem niestety klimatu oryginalnego Pink Floyd. Wiem, że podróbka to nie oryginał, ale widziałem wcześniej wideo APFS i niestety muszę stwierdzić, że tym razem Australijczycy nie postarali się zbytnio dając ledwie namiastkę tego co grali Pink Floyd. Pozostają nagrania PF i nadzieja, że może pewnego dnia panowie Gilmour, Mason i Waters może jeden raz zagrają razem... Na APFS na pewno więcej nie pójdę, wolę posłuchać w domu płyt Pink Floyd.

Foto: Arqs

sobota, stycznia 31, 2009

Internetowe nowości

W tym tygodniu moją uwagę przykuły dwie rzeczy - jedna to udostępnienie przez Google Gears aplikacji do obsługi konta Gmailowego w trybie offline. Sprawdziłem - działa świetnie i nie zajmuje wiele miejsca na dysku. Działa pod Windowsem XP/Vista, Linuxem oraz... systemami na PDA - Windows Mobile i Androidem :) Świetna sprawa dla tych którzy chcą mieć dostęp do poczty a nie mają zryczałtowanej opłaty na internet w telefonie.

Druga wiadomość jest niemalże sensacyjna. Wiadomo, że jeśli chodzi o IM w Polsce to GG nie ma praktycznie żadnego konkurenta. Czyżby miało się to zmienić? Pojawiła się strona nowykomunikator.pl gdzie tajemniczy programiści zapowiadają tajemniczy komunikator mający zdetronizować GG. Zadanie przed nimi niełatwe i nikomu to się jeszcze nie udało. Wśród wielu zalet wymieniają jednak ciekawą cechę nowego IM:

- nowoczesna platforma VoIP (PC2PC, PC2Phone, Phone2PC)
- komunikacja przez numery tak jak w Gadu-Gadu i z siecią GG
- wgrywanie własnych skórek
- rozbudowane zarządzanie profilem

Coś mi się zdaje, że to tylko akcja marketingowa przeznaczono dla nowej odsłony starego GG. Obym się mylił, bo konkurencja to zdrowa rzecz.

P.s. Na fragmencie zrzutu strony widać jeszcze poprzednią wersję nowykomunikator.pl. Aktualnie swój cel określają mniej wyraziście.

wtorek, stycznia 27, 2009

Luźna myśl o buddyźmie...


Ostatnio coraz więcej znajomych interesuje się buddyzmem. Ich sprawa, w co wierzą, oby byli szczęśliwi. Ale mnie buddyzm nie przekonuje.

„Nie wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko dlatego, że przez długi czas obowiązywały w wielu krajach. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że wielu ludzi od dawna to powtarza. Nie akceptujcie niczego tylko z tego powodu, że ktoś inny to powiedział, że popiera to swym autorytetem jakiś mędrzec albo kapłan, lub że jest to napisane w jakimś świętym piśmie. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że brzmi prawdopodobnie. Nie wierzcie w wizje lub wyobrażenia, które uważacie za zesłane przez Boga. Miejcie zaufanie do tego, co uznaliście za prawdziwe po długim sprawdzaniu, do tego, co przynosi powodzenie wam i innym”

Budda „Sutra Kalama”


Dlatego nie wierzę w buddyzm. Zresztą, zgodnie z wolą samego Buddy ;)


Foto: Stock.XCHNG

poniedziałek, listopada 24, 2008

Małe, a cieszy - lubię standardy ;)

Pewnie większość z Was bawiła się w swoim życiu klockami. To była chyba moja ulubiona zabawka a najfajniejsza w nich możliwość łączenia zestawów co sprawiało, że tylko wyobraźnia ograniczała możliwości budowania różnych rzeczy (mimo, że nie było niestety Lego ;). Wtedy nie wiedziałem tego - chodziło o STANDARD. Teraz gdy bawię się trochę ciekawszymi "klockami" to właśnie cenię sobie najbardziej - standardy. Choć to się zmienia, pojawiają się nowe porty w komputerach, telewizorach i innym sprzęcie RTV, to jednak producenci stosują powszechnie wykorzystywane porty. Takim standardem jest też USB i często nie tylko do przesyłania danych ale również do zasilania. Macie kabel USB do telefonu czy odtwarzacza mp3? Pewnie zauważyliście, że potrafi on też naładować Wasze urządzenie. Posiadając prosty zasilacz USB - mogę naładować wiele urządzeń nawet bez komputera. Niechlubnym wyjątkiem okazuje się tutaj jednak Nokia. To jeden z producentów, który zaczął stosować miniUSB w swoich telefonach. Słusznie - to przecież dziś standard. Ale postanowił, że tylko wykorzystać będzie go można do transmisji danych. I choć z powodzeniem mógłby też zasilać telefon, to takiej możliwości nie ma.
Ja rozumiem trochę interesy firmy. Pewnie myślą, że jak stworzą własny rodzaj wtyczek do zasilania to zarobią na akcesoriach. Ale raczej korzystają na tym firmy produkujące tańsze zamienniki a klient - no cóż. Taki klient biega np. u mnie w firmie pytając kto ma ładowarkę do Nokii. Ba, jeszcze odpowiednią, no bo czasami trzeba zmienić rozmiar wtyczki, żeby klienta zmusić do zakupu nowych akcesoriów po zmianie aparatu. No cóż, choć ich telefony z Symbianem są godne uwagi, to ich polityka wobec klienta mnie zniechęca. Na szczęście są inni, bardziej standardowi producenci...

Foto: Arqs.

wtorek, listopada 11, 2008

Nowa Opera Mini 4.2 beta

Opera udostępniła nową wersję przeglądarki MiniOpera w wersji 4.2 beta. To najpopularniejsza mobilna przeglądarka (20 mln unikalnych użytkowników) i muszę przyznać, że choć na WM6.1 jest sporo alternatyw to jednak najchętniej korzystam z MiniOpery. Jest bardzo szybka, wygodna i pobiera mało danych. Nowa wersja choć ma status beta jest stabilna. Dodano m.in.:
- synchronizację zakładek i notatek z Operą 9.5 (niestety, nie można jeszcze synchronizować z Firefoxem)
- obsługę skórek (wreszcie mam czarną wersję ;)
- automatyczne uzupełnianie adresu na podstawie historii
- łatwiejsze wyszukiwanie na stronie
- użytkownicy nowych SonyEricssonów i Nokii mogą wygodnie korzystać z serwisu m.youtube.com
Jeśli ktoś jeszcze nie posiada w telefonie - to pozycja obowiązkowa. Do pobrania na stronie Opery lub bezpośrednio przez telefon na mini.opera.com/beta


P.s.
Użytkownicy modnych iPhonów nie mają lekko. Apple nie zgodziło się na instalowanie OM w ich aparatach, choć taka wersja powstała. Ogromny minus dla panów od nadgryzionego jabłka.

Kurdemol - reaktywacja


Czas odkurzyć bloga i wrócić do pisania. Choć moja aktywność ostatnio była zerowa (brak czasu, sprawy zawodowe + osobiste) to jednak blog działał. Tak wynika ze statystyk, jak również z maili które otrzymywałem (m.in. od kolejnej osoby naciągniętej przez SCK, Olga mama nadzieję, że to się skończyło pozytywnie dla Ciebie).
Dużych zmian nie ma - parę kosmetycznych. Czas pożegnać się ze "Stefanem". To taki kartonowy szkielet z empiku. Wita gości w moim domu i do tej pory robił za awatara. Dodałem linki dzielące posty na kategorie (choć nie lubię szufladkować). Sam Blogspot Google'a też jak widzę przeszedł parę zmian, choć są one widoczne raczej "od kuchni", z panelu administracyjnego.

A tematy? Nazbierało się ich trochę. Oczywiście nadal będzie o tym co mnie interesuje - gadżety, muza i trochę o fotografowaniu. Na pozostałe rzeczy zostawiłem dział "Reszta" choć do pisania o polityce nie zamierzam wracać.

Zapraszam do zaglądania na kurdemol.blogspot.com :)

P.s.
Gdyby ktoś wiedział, gdzie w kodzie szablonu Googla można dopasować boxy subskrypcji - poproszę o info. Szukałem, ale bezskutecznie.

czwartek, października 25, 2007

Konferencja Dell

11 października odbyła się we Wrocławskim klubie "Paparazzi" konferencja firmy Dell pt. "Mistrzowie Technologii". Zaprezentowano całą serię laptopów oraz rozwiązania z technologią Intela vPro. Według mnie to technologia przyszłości, pozwalająca na wygodną pracę administratorom sieci. W skrócie - polega to na zdalnym zarządzaniu komputerem, ale w przeciwieństwie do aktualnie stosowanych rozwiązań zdalny komputer jest wyposażony w odpowiedni moduł, który w razie awarii lub zawirusowania sam wysyła alert do administratora. Z kolei administrator może zdalnie, łącząc się w sposób bezpieczny (szyfrowany, w przeciwieństwie do WOL) zdiagnozować komputer, oraz nim zarządzać i to bez uruchamiania systemu. Więcej na stronach firmy Dell. Oprócz tego na konferencji zaprezentowano sposoby finansowania zakupu sprzętu z funduszu Unii Europejskiej.

Niestety sporo do życzenia pozostawiała organizacja tej konferencji. Potwierdzenie uczestnictwa rozesłano dopiero w dniu konferencji a w dodatku każdy z uczestników otrzymał... całą listę mailową. To poważne niedociągnięcie. Przez to sporo osób zbojkotowało tę konferencję. Kolejny minus - miejsce. Taki klub jak Paparazzi absolutnie nie nadaje się na tego typu imprezy. Ciasno, problemy z miejscem, a krzesło barowe to niezbyt ergonomiczne siedzisko. I rzecz ostania - na trzech prelegentów tylko jeden, pan Tomasz Kaczorowski był rzetelnie przygotowany. Przez parę lat prowadziłem szkolenia produktowe dla firm Siemens Mobile i BenQ, więc potrafię ocenić poziom przygotowania. Na pewno Dell nie jest Mistrzem Organizacji Konferenecji.

Mimo tych niedociągnięć aktualnie postanowiłem skorzystać z oferty Dell i zamówić kilka laptopów. Jeśli zamówienie przebiegnie pomyślnie, na pewno o tym napiszę :)

czwartek, października 11, 2007

Mapy Google - wiarygodne?

Ostatnio trochę zaniedbałem bloga, ale czas go ożywić. Jestem świeżo po urlopie (danym :) więc sił mi nie brakuje, tylko, żeby czasu starczyło...

Dostałem zaproszenie na konferencję Della (o tym będzie następny wpis), które ma odbyć się dziś w klubie Paparazzi. Chciałem znaleźć lokalizację tego klubu i tu pojawiła się mapka Google'a. Z niej natomiast dowiedziałem się, że ulica Rzeźnicza we Wrocławiu jest tak na prawdę ulicą Franciszka Rzeźniczaka.


(Kliknij aby powiększyć)
No cóż, ZDiK złą tabliczkę powiesił...

sobota, sierpnia 04, 2007

www.sck.com.pl

Zawsze sądziłem, że nie należę do tych co dają się łatwo oszukać, szczególnie jeśli chodzi o aukcje internetowe. Ale jednak są firmy, które (choć nadal mnie to dziwi) zweryfikowały mój pogląd na ten temat. Choć poniższy tekst jest trochę dłuższy niż inne moje wpisy na blogu, zapewniam, że warto poświęcić chwilę, jeśli korzystasz z internetowych zakupów, a szczególnie jeśli zamierzasz coś kupić w SCK, Szczecińskie Centrum Komputerowe.

Jakiś czas temu zmieniałem pracę. Musiałem zmienić też laptopa na którym pracuję. Do tej pory miałem firmowe, ale tym razem postanowiłem kupić sobie dokładnie taki jak chcę. Wybór padł na Sony Vaio TX3XP. Znalazłem korzystną cenowo ofertę na Allegro (zobacz zrzut z aukcji Allegro). Firma SCK, reklamująca się jako "największe w Polsce centrum komputerowe" (sic!), wyglądała na godną zaufania. Szczegóły transakcji ustaliłem przez telefon, zapewniono mnie co do stanu sprzętu (nowy, nieużywany). Ponieważ zależało mi na czasie wybrałem przesyłkę za pobraniem.
Dwa dni później - odbierałem już upragniony komputer. I wtedy się zaczęło...

Komputer nie był zapakowany w oryginalne pudełko. Po uruchomieniu natomiast zobaczyłem gotowego do działania, zainstalowanego Windowsa. Dodam, że w nowych komputerach - powinna wystartować najpierw partycja instalacyjna - to użytkownik sam instaluje system, podając między innymi hasło administratora. Windows w dodatku był w wersji polskiej, a wtedy Sony nie dystrybuowało oficjalnie marki Vaio i ten model nigdy nie miał Windowsa w wersji PL. Co więcej - licencja była standardowa na system preinstalowany, jednym słowem - dostałem piracką wersję. Poszukałem dalej. W komputerze znalazłem m.in. pakiet OpenOffice, przeglądarkę grafiki IrfanView (to nie są standardowe programy od Sony, a IrfanView (kupowałem na firmę - wymaga licencji), całkiem bogatą historię ostatnio otwieranych dokumentów i odwiedzanych stron www. Co więcej - gwarancja była wystawiona na 10 miesięcy! Ale to nie koniec. Komputer posiadał latynoski typ klawiatury (a miała być wersja UK), gdy próbowałem uruchomić partycję instalacyjną, ta przywitała mnie w języku hiszpańskim. Według logów administracyjnych komputer był używany od 21 marca a ja kupiłem go 15 maja. To tłumaczy też 10 miesięczny okres gwarancji. I to jest według firmy SCK komputer "nowy i nieużywany".





Klawiatura UK według SCK
(Kliknij aby powiększyć)
Partycja startowa w obcym mi języku Log administracyjny - wszystko jak na dłoni.
Jak się tłumaczyło SCK?
"Komputery przyjeżdżają z drugiego końca Europy, stąd w celach diagnostycznych przeprowadzana jest do końca instalacja m.in. systemu operacyjnego. Także w celu naniesienia plomb gwarancyjnych urządzenia są częściowo rozbierane. Jeżeli z jakichkolwiek względów przedmioty są prezentowane ewentualnym nabywcom odbywa się to w sposób wykluczający jakiekolwiek pogorszenie stanu towaru.
Zgodnie z opisem aukcji oraz informacją jaką otrzymał Pan telefonicznie na sprzęt Udzielamy do 12 miesięcy gwarancji (zależnie od daty zakupu)."
Kompletna indolencja i brak profesjonalizmu. Wyjaśniłem im, że do diagnostyki nie ma absolutnej potrzeby instalowania czegokolwiek w komputerze, nie wiem po co rozbierać komputer, skoro są na nim plomby producenta (ważniejsze np. w korzystaniu z gwarancji międzynarodowej), komputer miał być nowy a nie powystawowy, więc nie wiem o co chodzi z tą "prezentacją" i najbardziej absurdalna rzecz - SCK liczy gwarancję od daty kupna komputera PRZEZ NICH, więc teoretycznie klient może kupić nowy sprzęt z jednym dniem gwarancji. Absurd!
Zaproponowano mi obniżenie ceny lub wymianę na inny. Zażądałem więc dokładnego opisu jaki miałby być ten "inny" oraz jaka byłaby cena aktualnego. Mimo kilku maili - nie otrzymałem żadnych konkretów poza informacją od SCK "nadal podtrzymujemy naszą propozycję". Zresztą cała korespondencja jest nieco chaotyczna, mam wrażenie, że w SCK kilka osób pisze z tego samego konta e-mail podpisując się jako Rafał T.

Ponieważ straciłem zaufanie do tej firmy - zażądałem zwrotu pieniędzy, a sprzęt natychmiast im odesłałem. Dołączyłem również deklarację zwrotu. Początkowo zapewniano mnie, że pieniądze otrzymam gdy dostarczę komplet dokumentów (brakowało ksero FV, choć usiłowano mnie wprowadzić w błąd, że potrzebny jest oryginał), ale gdy SCK miało całość, zaczęło zwlekać ze zwrotem. I wtedy dowiedziałem się, że skoro kupowałem na firmę (prowadzę działalność gospodarczą) to według przepisów zwrot mi nie przysługuje!

SCK po prostu po chamsku wykorzystało przepisy (faktycznie w tym kraju prowadząc działalność gospodarczą ma się mniejsze prawa) i choć wina była po ich stronie postanowili mataczyć. Uparli się, że ściągną komputer nowy zgodny z opisem i mi go przyślą. Przy czym pan Rafał T. w bezczelny sposób zasugerował mi, że nie potrafię wynieść "maksimum korzyści z zaistniałej, i być może na pierwszy rzut oka niezbyt dogodnej, sytuacji", jaką niewątpliwie była ich próba sprzedaży laptopa używanego i z krótszą gwarancją.

Sprawdziłem możliwości prawne - dowiedziałem się, że mógłbym im założyć sprawę, pewnie bym wygrał (SCK złamało wiele innych przepisów), ale mogłaby ona potrwać do 1,5 roku (tyle trwają podobne sprawy we Wrocławiu). Czyli przez ten czas jestem i bez pieniędzy, i bez komputera. Po prawie miesiącu od licytacji dotarł do mnie laptop. Tym razem w oryginalnym opakowaniu, z kompletem kabli i z właściwym typem klawiatury oraz legalnym Windowsem. Po dokładnych oględzinach pozostało mi go przyjąć (na szczęście dzięki życzliwości poprzedniej mojej firmy mogłem pracować na ich laptopie przez ten czas). Pozostał jednak głęboki niesmak. Przez cały czas trwania tej sprawy usiłowałem skontaktować się z właścicielami SCK państwem Kuleszo. Niestety byli ciągle nieuchwytni, zajęci, choć ponoć dostali informację z nr. telefonu do mnie i mieli oddzwonić.

Dziwi mnie, że taka firma jak SCK (prawie 20 tys komentarzy na Allegro) odznacza się absolutnym brakiem profesjonalizmu. Zamiast przyznać się uczciwie do błędów i załagodzić sprawę, za wszelką cenę próbują zarobić parę groszy na klientach, których zwyczajnie próbowali oszukać. Więc jeśli planujesz kupno komputera, być może pracując na niego przez wakacje - omijaj lepiej tę firmę, znajdziesz wielu innych uczciwszych (i tańszych) sprzedawców, gdzie sprawnie dokonasz zakupów w przyjemnej atmosferze.

P.s.
Gdyby ktoś miał wątpliwości, posiadam całą korespondencję mailową z SCK, w której wyraźnie widać absurd i chamskie postępowanie ze strony SCK. Również ciekawy wątek można znaleźć na grupie pl.internet.mordplik, wskazujący że firma SCK zajmuje się również spamowaniem.

Aktualizacja [24 sierpnia 2007]

Dziś w nocy SCK wystawiło mi odwetowy, negatywny komentarz. W sumie spodziewałem się tego po nich. Dziwi mnie jedynie treść
"Kupujący nie czyta opisu przedmiotu,nie przyjmuje do wiadomości inf. zawartych w dziewięciu rozmowach tel. poprzedzających zakup,komentarz zaś traktuje jako miejsce do umieszczenia reklamy swojego bloga (płodzonego zapewne na naszym sprzęcie:)"


Pomijając arogancję i bezczelność tego komentarza, jestem ciekaw, skąd się wzięło te 9 rozmów poprzedzających zakup. Może pomylił się im klient? Ja pamiętam dwie, w których zapewniano mnie, że komputer jest nowy i nie używany. A opis czytałem bardzo dokładnie, zresztą o tym piszę na blogu, jest screen, można samemu sprawdzić. Reklama bloga jest mocno przesadzona - nigdzie, do dnia dzisiejszego nie było linka (teraz już są), jedynie informacja na grupie dyskusyjnej. No cóż, SCK postanowiło konsekwentnie prezentować się jako firma nierzetelna. Dziwię się nieco pracownikom. Czy pojęcia takie jak uczciwość, czy choćby jakieś szczątkowe poczucie honoru, były im obce?

Fotografie są mojego autorstwa, przedstawiają ulotkę i opisywany sprzęt.

wtorek, czerwca 19, 2007

Mobilny dźwięk

Zazwyczaj, gdy zabieramy ze sobą w podróż muzykę (mam na myśli odtwarzacze mp3 i CD) to zabieramy ze sobą słuchawki by cieszyć się dźwiękiem. Ale jeśli chcemy słuchać nie izolując się od otoczenia - przydałyby się przenośne głośniki. Kilka takich rozwiązań jest na rynku, przedstawię trzy modele, które akurat mam do dyspozycji, ich możliwości i wyposażenie.
Do porównania mamy trzy modele: TravelSound 250 firmy Creative, JBL On Tour, Mobile Music Set IMS-700 firmy Siemens.

Na początek - porównanie zewnętrzne. Wszystkie trzy firmy standardowo dodają pokrowce mające chronić obudowę głośników na czas transportu.

W zasadzie wszystkie trzy modele mają elegancką srebrno-czarną stylistykę, choć modele Creative'a i JBL występują również w kolorze białym. Moje subiektywne wrażenia - wyróżnia się tutaj zdecydowanie JBL swoją lakierowaną, rozsuwaną obudową, która dodatkowo chroni głośniki. Jeśli chodzi o wykonanie to praktycznie każdy z omawianych modeli ma solidne wykończenie, nic nie trzeszczy, materiały są solidne i dobrze dopasowane. Jeśli chodzi o gabaryty - najmniejsze i najlżejsze są Creativy.
Wszystkie trzy modele to głośniki aktywne, zasilane bateriami (JBL i Creative 4xAAA, Siemens 4xAA) lub za pomocą zasilacza. Różnią się jednak mocą. Najsłabsze, TravelSound, mają głośniki neodymowe 1,5W, Siemensy posiadają moc 2W, a najmocniejsze JBL - 3W na kanał. Producenci podają też czas pracy na bateriach, według JBL i Creative ma on wynosić 24h, W przypadku Siemensa brak takiej informacji, jednak wynosi ona około 16h. Niestety nie miałem czasu by sprawdzić dokładnie, bo zasilałem je akumulatorkami, z moich obserwacji wynika, że w praktyce czasy powinny być zbliżone do deklarowanych.
Creative TravelSound - posiadają na przednim panelu włącznik, przyciski do regulacji głośności i diodę sygnalizującą stan zasilania. W tylnej części znajdziemy wejście audio (jack 3,5mm), gniazdo zasilacza, oraz przełącznik dźwięku przestrzennego. JBL posiada tylko dwa przyciski do regulacji głośności oraz wejście audio (jack 3,5mm) i gniazdko zasilacza. Dwie diody sygnalizują zasilanie oraz stan baterii. Jako włącznik służy zasuwana pokrywa, więc nie musimy się martwić przypadkowym rozładowaniem baterii w transporcie. Natomiast specyficzne pod tym względem są głośniki Siemensa. Faktycznie są one przeznaczone do współpracy z telefonami Siemens i posiadają miejsce na ich umieszczenie. Z przodu znajdziemy przyciski do włączenia dźwięku przestrzennego i podbicia basów.
W tylnej części znajduje się włącznik, wejście audio (jack 3,5) umożliwiające podłączenie dowolnego urządzenia, gniazdo do podpięcia ładowarki telefonu (funkcja stacji dokującej) oraz gniazdo zasilacza do głośników. Nie posiadają żadnej regulacji głośności - sterujemy nią z poziomu telefonu lub odtwarzacza. Nie ma również diody informującej o stanie urządzenia. Jeśli chodzi o wyposażenie, to Siemens nie dodaje nic więcej do swoich głośników, widocznie producent złożył głównie używanie ich z telefonem, co eliminuje potrzebę użycia kabla audio.

Creative dodaje krótki kabelek jack-jack, najwięcej zaś oferuje JBL. Oprócz kabelka jack-jack, dużo lepszej jakości niż Creative'a, w zestawie znajduje się również zasilacz sieciowy.


Dźwięk.
Porównywałem dźwięk głośników odsłuchując utwory zarówno z muzyki klasycznej, jazzowej jak i rockowej, czy deathmetalowej, których brzmienie dobrze znam. Moje subiektywne wrażenia - z zestawienia tych trzech modeli najsłabiej wypadły Creativy, najlepiej zaś JBL. Creativy w stosunku do JBL miały mało selektywny dźwięk, zdecydowanie węższe pasmo przenoszenia i mało wyraźny bas (proszę się nie śmiać - przy tak małych głośniczkach słychać basy :) Zdecydowanie najmocniejszy bas posiadały Siemensy. Te głośniczki potrafią na prawdę zaskoczyć i miłośnikom mocniejszych brzmień polecałbym ten właśnie model. Dla mnie najlepszym rozwiązaniem były JBL - głośniczki miały słabszy bas niż Siemensa, ale spektrum szerokie, dźwięk bardzo wyraźny, selektywny z czystymi tonami wysokimi. Widać tu wyraźnie jakość JBL, specjaliści Harmana popracowali nie tylko nad stylistyką i choć nie widać tego gołym okiem to zastosowano tu ciekawe rozwiązania technologiczne - neodymowe głośniki oraz moduł wzmacniacza klasy D. Niestety to wszystko odbija się również na cenie. Głośniki Creative'a kosztują około 100 zł, Siemensy około 269, zaś JBL - najniższa cena to 300 zł (allego.pl - 460).


Strony producentów z produktami:
Creative TravelSound 250
JBL On Tour
Firma BenQ, po przejęciu Siemens Mobile i zmianie serwera, nie umieściła informacji o IMS-700

niedziela, czerwca 03, 2007

Deepfish

Trochę ostatnio zamilkłem ale związane to było ze zmianą pracy. Nowa paca jest ściśle związana z różnymi technologiami, więc blog powinien również przeżyć rozwój :)

Ostatnio pisałem o dużych możliwościach współczesnych telefonów. Jednak najbardziej zaawansowanymi "telefonami" są obecnie urządzenia PocketPC oferujące spore możliwości - dotykowy ekran, łączność WiFi, obsługę dużych kart pamięci itp. W zasadzie mają lepsze parametry niż mój pierwszy komputer stacjonarny :) Dzięki temu pozwalają również na wygodny, mobilny dostęp do sieci. Pod jednym warunkiem - trzeba mieć dobra przeglądarkę. Niestety o i le jestem skłonny pochwalić produkt Microsoftu Windows Mobile 6, o tyle ich standardowa przeglądarka jest jedną z najgorszych. Dużo więcej potrafią mobilne przeglądarki takie jak Opera lub NetFront. Ale ostatnio przez chwilę głośno było o tym, że Microsoft pracuje nad nowym produktem - przeglądarką Deepfish, która ma być wygodna i powinna zastapić w przyszłości IE na urządzeniach mobilnych.

Od niedawna dostałem dostęp do testowania tego programu. Należy pamiętać, że prace nad nią trwają ale mimo wszystko - Deepfish rozczarowuje. O ile sam pomysł z powiększaniem fragmentów stron oraz sposobem szybkiego przetwarzania treści jest ciekawy o tyle w praktyce nie jest wcale wygodny. Panowie z MS zapomnieli chyba, że dotykowy wyświetlacz można by lepiej wykorzystać (praktycznie nawigacja odbywa się poprzez klawisze funkcyjne i joystick) nawet bez użycia rysika (genialne rozwiązania np zastosowano w iPhonie). Praktycznie strony wyświetlają się zminiaturyzowane i musimy powiększyć wybrany fragment, ale trzeba się przy tym naklikać. A pozostałe funkcje? Cóż, praktycznie ich nie ma - po prostu możliwość wpisania adresu cofnięcia strony itp. Niezbędne minimum. Niestety to sprawia, że często przeglądarka nie jest w stanie obsłużyć bardziej rozbudowanych serwisów, a na pewno możemy zapomnieć o używaniu jej na stronach wymagających połączenia SSL.


Póki co należy wiec ją potraktować jako ciekawostkę na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Do codziennego używania po prostu się nie nadaje, pozostaje więc standardowy IE lub któraś z konkurencyjnych i lepszych przeglądarek.