piątek, lipca 01, 2011

takoui.pl - tani chwyt na wypromowanie serwisu

Przeczytałem w serwisie media2.pl o ciekawej promocji. Mianowicie nowy serwis internetowych zakupów grupowych takoui.pl szykuje ciekawą promocję - paliwo do 50% taniej. Przyznacie, że przy obecnych cenach paliwa to wiadomość elektryzująca. Sprzedaż miała ruszyć 1.07 o godz. 6:00. Oczywiście paru znajomym też wysłałem linka, żeby skorzystali z promocji.
Rankiem, zalogowałem się do serwisu. Po 6:00 baner do kuponu był aktywny ale wciąż z informacją, że produkt jest niedostępny. Ustawiłem stronę na automatyczne odświeżanie i obserwowałem. Produkt kilka razy pojawił się jako dostępny ale jego kliknięcie, pokazywało potwierdzenie zamówienia zaś przejście do koszyka lub kliknięcie - zapłać za rezerwację, pokazywało, że mój koszyk jest... pusty. I znów produkt był niedostępny, potem znów był dostępny ale nie dało się go zamówić. Pomyślałem - pewnie mają problemy techniczne. Próbowałem nadal. Jednak moje zdziwienie było ogromne gdy o koło 6:37 pojawiła się informacja, że "Produkt ten jest już niedostępny w sprzedaży." I tu zacząłem być podejrzliwy. Porozmawiałem ze znajomymi - wszyscy mieli ten sam problem i nikomu się nie udało zdobyć kuponu. W internecie też pojawiło się dość szybko kilka głosów krytycznych. Co prawda kilka osób twierdzi, że udało im się ale te komentarze nie wyglądają na wiarygodne. Dlaczego? O co chodzi? Wyjaśnię to poniżej, gdyż mam pewną teorię jak działa takoui.pl

Pierwsze co zwraca uwagę przy zakupach grupowych, to określony czas oferty oraz określona ilość dostępnych produktów. Tutaj mieliśmy określony czas ale nie ma i nie było informacji ile kuponów jest dostępnych.
Druga sprawa - zakupy grupowe są realizowane we współpracy ze sklepem, producentem lub usługodawcą. Mają mu zapewnić też reklamę w zamian za promocję (zazwyczaj nikt na tym nie traci ale na takiej sprzedaży też często się nie zarabia, chodzi o reklamę). W tym wypadku zakupy paliwa za min. 120 zł mógł być realizowany na dowolnej stacji paliw a kwotę 61 zł po przedstawieniu paragonu z kuponem miała zwrócić spółka EMM z ul. Strzyńskich 19 w Warszawie. Spółka ta jest operatorem serwisu takoui.pl. Czyli serwis dokłada się do paliwa klientów. Co na tym zyskuje? Reklamę w mediach o świetnej promocji.
Tylko, że taka promocja może być dość kosztowna. Nie twierdzę, że kuponów nie było. Mogło ich być "nawet" 5 (hm, kto je dostał?). Raptem to 305 zł i fajna reklama w mediach przeciętnego serwisu. Dlaczego przeciętnego? Bo jak przyjrzymy mu się bliżej to serwis aspiruje do miana outletu ale biorąc pod uwagę jedyną dostępną na razie ofertę - nie różni się niczym od zwykłego sklepu internetowego.
Aktualnie dostępne produkty Chicco w ofercie sklepu nie mają ani zakresu czasu trwania "promocji" ani określonej ilości sztuk jak to jest w typowym outlecie. Za to po sprawdzeniu "promocyjnych" cen w porównywarkach cenowych widać, że są one takie jak w innych sklepach lub nawet wyższe.

Wróćmy teraz do tematu paliwa. Jak wypromować sklep internetowy z towarami ogólnie dostępnymi, w cenach takich jak u konkurencji? Sklep określamy jako serwis zakupów grupowych lub outlet (modne) robimy megapromocję (paliwo) która ma przyciągnąć klientów. Oczywiście nie informujemy, że jeśli promocja jest ciekawa to porównywalna z wygraną w grze liczbowej, bo to mogłoby zniechęcić, lepiej żeby potencjalny klient pomyślał "nie miałem tym razem szczęścia".

I nie chodzi mi nawet o to paliwo za 50%. Po prostu wolę takich, którzy uczciwie i z szacunkiem traktują potencjalnych klientów. A od przeciętnych serwisów, które usiłują mi wmówić, że są wyjątkowe trzymam się z daleka.

P.s.
Ciekawostką jest jeszcze wysyłka informacji o promocji do swoich "klientów". Sprzedaż zamknięto około 6:37, ale po godzinie 8:00 poszedł mailing o "promocji". Czy obsługa takoui.pl sądziła, że te kilka kuponów (jeśli w ogóle były), takiej "świetnej" promocji będzie się sprzedawać przez tydzień? Wątpliwe. A może chodziło o to, by potencjalny klient wracał częściej wiedząc, że przegapił coś tak świetnego? Szkoda słów...
Czekamy teraz na kolejną niesamowitą promocję. Może lot na księżyc?

piątek, maja 20, 2011

Lebowski - Cinematic

Czasami pojawia się we mnie pragnienie muzyki, takiej nowej, która przynosi ze sobą coś co poruszy głęboko. Przeglądam płyty, które znam - tak, lubię je ale chcę czegoś nowego, nieokreślonego... I czasami udaje się trafić tak jak teraz.

Lebowski - Cinematic.

Nie wiem już na jakim portalu przeczytałem o nich. Zaciekawiło mnie. Krótka wizyta na stronie zespołu tylko utwierdziła mnie w tym, że znalazłem coś nietuzinkowego...
Oczywiście pierwszy odruch, to przesłuchanie płyty w formie nielegalnego mp3. Dla mnie to forma zabezpieczenia przed stratą 30-40 zł. Tak jak było to z najnowszym, solowym Rogucem. Mp3 przesłuchane, skasowane i dzięki Bogu (lub bogom) nie będę jej posiadaczem.
Ale odchodzę od tematu...

Kapela Lebowski. Płyta Cinematic. Bardzo stonowana, spokojna, choć pojawia się czasami trochę mocniejszy riff. A w tle wplecione teksty ze starych, polskich filmów. Z klasyki. W dodatku idealnie komponujących się z muzyką. Dla kogoś kto zna te filmy to nowy wymiar. Okazuje się, że np. fragment monologu wypowiadany przez nieodżałowanego Zdzisława Maklakiewicza nabiera nowego, ponadczasowego znaczenia. Ogólnie płyta skłania do refleksji.
Słucham jej wszędzie. Jadąc na spotkanie rekrutacyjne, tkwiąc w pieprzonym korku i klnąc na bezmyślność zarządu dróg, słyszę z głośników "zdążymy, na pewno zdążymy", "tak mało czasu"... A na spotkanie wchodzę idealnie o czasie.
"Muzyka dodekafoniczna albo elektronowa... Piękne" Kto pamięta skąd są te strofy?
"Tym razem nam się nie udało. Ale następnym razem... Też się nam nie uda!" I śmiech.

Zresztą. Ta płyta jest z tych osobistych. Tych w których muzyka maluje obrazy. Obrazy, no właśnie. Sami muzycy określają ją jako muzykę do nieistniejącego filmu. Każdy może sobie codziennie taki film tworzyć...

Warto sięgnąć. Warsztat muzyczny jest na bardzo wysokim poziomie. Płyta bardzo oryginalna i spójna. Ale w radiu jej raczej nie usłyszycie. Bo nie pasuje do tego gówna które jest lansowane w mediach, do których bardziej pasuje takie zjawisko (bardziej socjologiczne niż muzyczne) jak Michał Szpak i tym podobne.

Polecam. Nie pożałujecie.
Aha, warto sprawdzać listę koncertów. 5 czerwca jest we Wrocławiu. Idę.

P.s.
Wiem, blog prawie nie żyje a tu nagle post :)
To zasługa cytrynówki lubelskiej i Lebowskiego ;) Dlatego proszę o wybaczenie błędów stylistycznych, bo ortograficzne poprawia Firefox. Innych jeszcze nie umie poprawiać.
A zdjęcie okładki ukradłem z internetu.

czwartek, lutego 10, 2011

Android Market. Sklep nadal kulawy.

Ucieszyłem się, że Android Market się zmienia na wieść o tym, że Google go zmieniło i udostępniło możliwość instalacji programów na telefonie z poziomu witryny www.
Faktycznie, działa ale... nie do końca. Szczególnie gdy zainstalowałem program i chciałem napisać i nim recenzję. Wtedy okazało się, że... nie jest zainstalowany. Powtórzyłem operację i znów to samo. Program w telefonie jest, według Marketu - nie ma.

Wracam więc do AppBrain. Choć ma sporo niedociągnięć - nadal to jedyne sensowne rozwiązanie :)

sobota, października 16, 2010

Empik.com, ebooki i wielkie rozczarowanie.

Od jakiegoś czasu Empik wprowadził do oferty sprzedaż książek w wersji elektronicznej.
Zapowiedzi były szumne ale rzeczywistość niestety jest mniej kolorowa, pomijając falstart i opóźnienie o jeden dzień uruchomienia sklepu z ebookami.
Krótko podsumowując - książek podobno jest ponad 5 tys. ale dlatego, że są indeksowane podwójnie (jako epub i PDF). Nie znajdziemy tam popularnej, topowej rzekłbym beletrystyki, szczególnie jeśli chodzi o pisarzy zagranicznych. Co więcej książki są horrendalnie drogie (pomijając najczęściej lektury oraz klasykę). Wielu internautów pisze w komentarzach, że znajdują tańsze wersje wydań papierowych w księgarniach niż wydań cyfrowych w Empiku!
Zresztą, jeśli przyjrzymy się jakie działy ma literatura oferowana przez empik.com, przestaje dziwić to niedbałe podejście do klienta. Bo oprócz działu klasyka, czy książki dla młodzieży znajdziemy dział - literatura :)

Cóż, liczę na Chomika, póki ktoś rzetelnie nie podejmie się tematu legalnej sprzedaż ebooków.

piątek, października 08, 2010

Ebook - czy można legalnie?

Na świecie coraz popularniejsza jest prasa elektroniczna oraz ebooki. Coraz więcej pojawia się czytników i są coraz tańsze. Pięknie wykorzystał to Amazon ze swoim czytnikiem Kindle i sklepem z ebookami.

Czemu o tym wspominam? Pomijając dyskusję co lepsze - papier czy ekran, muszę stwierdzić, że jestem miłośnikiem książek elektronicznych ze względu na wygodę. Od lat czytam na palmtopach, a aktualnie na Galaxy S i jego ekranie AMOLED jest to bliskie ideału (wolę czarne tło i jasne litery, często czytam w ciemnych pomieszczeniach). Oprócz tego, że mogę mieć przy sobie kilka książek, to mogę wykorzystać każdą niespodziewaną wolną chwilę na czytanie.

Tylko jest jeden problem - dostępność. Praktycznie nie ma w Polsce sklepu z ebookami. Kolporter ze swoim (nadal) bardzo drogim czytnikiem i garstką pozycji to kropla w morzu. Do tego potrzeba, by wydawcy zrozumieli, że podobnie jak przemysł muzyczny próbował powstrzymać mp3 i przegrał z kretesem, tak oni też w tej walce są skazani na porażkę. I zamiast wyganiać Chomika na Cypr, powinni popracować nad legalnym dostępem do e-książek.

Światełko się pojawia za sprawą Empiku. Jak dziś przeczytałem - zamierzają uruchomić swój sklep z ebookami w ilości około 5 tys. pozycji na początek. Mam kilka zastrzeżeń do tej firmy ale jakby nie patrzeć to chyba jedni z nielicznych którzy mają szansę zmienić coś w tej kwestii.

A piszę o tym, ponieważ poszukiwałem ostatnio kilka książek. Wersji papierowych nie ma w księgarniach, nie ma wznowień i rzadko pojawiają się w drugim obiegu. Chętnie kupiłbym ebooka, ale nie ma gdzie...

Foto: Arqs

wtorek, września 07, 2010

UrbanCard i SkyCash czyli jak zniechęcić do nowych rozwiązań.

O wrocławskiej karcie UrbanCard uprawniającej do przejazdów komunikacją miejską ostatnio było głośno w lokalnej prasie. Głównie krytykowano jej "nowoczesną" nazwę.
Dziś przeczytałem, że nie tylko nazwa jest nowoczesna - mogę za pomocą telefonu komórkowego kupić bilet. Ponieważ lubię takie wygodne nowinki, mam teraz całkiem fajny telefon z Androidem to postanowiłem wypróbować.

Zaczęło się od próby instalacji. Na stronie UrbanCard podano trzy sposoby:

1. Przez fotokody na przystankach
2. Przez stronę SkyCash
3. Poprzez pustego sms-a na odpowiedni numer

Sposób 1 - jestem w domu, fotokod mógłby być na stronie ale po co? A przystanek specjalnie nie pójdę.

Sposób 2 - loguję się na stronie, podaję numer, przepisuję kod z obrazka i czekam na hasło. Po pięciu minutach ponownie to robię. Po kilku minutach jak nic nie otrzymuję daję sobie spokój z czekaniem zabieram się za sposób trzeci.

Sposób 3 - wysyłam smsa. Dostaję zwrotną wiadomość z linkiem oraz... pozostałe wiadomości z hasłami do rejestracji przez www. Pobieram aplikację z linka. Okazuje się, że aplikacja jest w Android Market i mogłem ją pobrać bez tego zamieszania. Ale po co o tym informować użytkownika.

Szukałem też informacji na stronie SkyCash. Znalazłem miejsce gdzie mogę sprawdzić czy mój telefon jest obsługiwany Samsung Galaxy S). Nie było go na liście, za to były takie "samsungi" jak BenQ Siemes SL80 i inne modele Siemensa.

Pobrałem aplikację, zarejestrowałem się w SkyCash i przyszło do zasilenia konta. Tu tez jest kilka możliwości. Doładowanie prze SMS Premium woła o pomstę. Najłatwiejsza i jednocześnie najdroższa opcja - doładowanie konta o 1,5 zł kosztuje 3,66zł!!!
Inne opcje to Przelewy24 (kilkadziesiąt groszy prowizji) lub wpłata bezpośrednia na konto (około 1 dnia oczekiwania na kasę).

Po przejściu wszystkich procedur i z telefonem w kieszeni - używanie aplikacji jest bajecznie wygodne. Wsiadam do tramwaju lub autobusu, parę kliknięć i mam dowolny bilet. Mogę wybrać czy normalny czy ulgowy, czy jednorazowy, czy czasowy, czy dzienny czy nocny. Świetne.

Tylko zastanawiam się czy kontrolerzy nie zwariują jak pokażę im na ekranie kod 2D zamiast biletu...

Podsumowanie.
Wady:
- fatalna informacja na stronie UrbanCard
- problematyczna rejestracja i nierzetelne informacje na stronie SkyCash
- konieczność pobrania aplikacji przez telefon (najczęściej wiąże się to z niewielką opłatą za pobrane dane wg. cennika operatora)
- obsługa tylko komunikacji wrocławskiej i jednej korporacji taxi w Olsztynie.

Zalety
- niesamowita wygoda i prostota użytkowania. Nie trzeba się martwić o bilet nocny wracając z imprezki ;)

Dla używających Androida podaję linka do fotokodu.


Foto: fragmenty stron UrbanCard oraz SkyCash

poniedziałek, sierpnia 30, 2010

Reaktywacja. Kolejna :)


Kolejna reaktywacja bloga. W sieci łatwo się nie umiera. Dziś znów dostałem komentarze pod postem dotyczącym sck.com.pl. Wykiwali kolejną osobę i ktoś założył stronę www.pozewsck.prv.pl Oby pomogło to innym, bo ja sck omijam od lat. Powodzenia.

środa, listopada 18, 2009

Darmowa aktualizacja do Windows 7 według firmy Dell.

Potrzebowałem zmienić ostatnio laptopa na trochę wydajniejszy sprzęt. Przejrzałem listę modeli różnych producentów i zestawiłem je z moimi możliwościami finansowymi. Padło na sprzęt firmy Dell. Ponieważ nie było wtedy w sprzedaży laptopów z Windows 7 jednym z najważniejszych kryteriów była możliwość aktualizacji z Visty do "Siódemki". Sprawdziłem - mój model podlegał bezpłatnej aktualizacji. Co prawda producent zaznaczał, że może się to wiązać z kosztami wysyłki itp. ale byłem gotów je ponieść. W końcu ile może kosztować przesyłka? Kurierska w najgorszym wypadku 35 zł. Czekałem więc niecierpliwie na datę premiery.

Nadszedł 26 października - według harmonogramu, tego dnia Win 7 miał być dostępny dla Polski. Wszedłem na specjalnie przygotowaną stronę Della do aktualizacji systemu i tam rozczarowanie. Lakoniczny komunikat, że dostanę maila z informacją gdy będzie możliwa rejestracja. Zirytowany zadzwoniłem na infolinię Dell Polska - tam poinformowano mnie, że faktycznie ta opcja jest niedostępna oraz, że na pewno nie zmieni się to wciągu najbliższych dni. Było to kompletnie niezgodne z tabelą dostępności znajdującą się na tej samej stronie Della. Postanowiłem napisać maila, żądając jednocześnie podania realnego terminu. Po dwóch tygodniach dostałem odpowiedź o następującej treści:
Dziękujemy za skontaktowanie się z firmą Dell ™ | Windows ® 7 opcja uaktualnienia Customer Care Team.

W związku z odzewem program win7 generowane zamówienia są wypełnione w First In First Out podstawie. Nasze systemy są próbuje nadrobić zaległości na wszystko. Czas dostawy ramy jest obecnie 2-4 tygodnie i będzie zależeć od lokalizacji. Gdy element zostanie wysłane, e-mail zostanie wysłana zapewnić Państwu informacje o przesyłce.

Z pozdrowieniami,
Dell ™ | Windows ® 7 opcja uaktualnienia Customer Care Team


Wysyłanie wiadomości z kiepskiego translatora jest dalekie od profesjonalizmu i na pewno nie świadczy o poważnym traktowaniu klientów.

W pewnym momencie pojawiła się informacja - można zamawiać! A tam kolejne niemiłe zaskoczenie - koszt wysyłki i pakowania "darmowej" aktualizacji to... 100zł! Trzeba mieć jeszcze kartę kredytową, żeby zapłacić. Po zapłaceniu pojawiła się informacja o zamówieniu i data przewidywanej wysyłki - 25 listopada!

Skąd takie koszty i termin? Ponieważ Dell postanowił zmusić chyba wszystkich swoich użytkowników na świecie do ratowania amerykańskiej gospodarki - więc centrum aktualizacji znajduje się w USA.

A przecież dużo tańsza, prostsza oraz wygodniejsza dla klientów byłaby obsługa lokalnych użytkowników przez Dell Polska. Pomijam już tak nowoczesne sposoby jak udostępnienie obrazu ISO do pobrania, to na pewno korespondencja e-mail byłaby bardziej zrozumiała.

Póki co - męczę się z Vistą, która na laptopie Della niestety często się zawiesza.

środa, czerwca 17, 2009

Mysza - jaka jest, każdy wie...

Myszka - nieodłączna część komputera. Przewodowe odchodzą już w zapomnienie, a bezprzewodowe zazwyczaj mają dedykowany odbiornik radiowy lub korzystają z technologii Bluetooth. Ja zaliczam się do zwolenników tych ostatnich - praktycznie każdy laptop aktualnie sprzedawany ma moduł BT i nie trzeba zajmować dodatkowo portu USB na nadajnik radiowy.

Dla mnie istotną cechą sprzętu z którego korzystam na co dzień oczywiście oprócz jego funkcjonalności i ergonomii jest... wygląd. Po prostu sprzęt "designerski" wyróżnia i przyjemniej się z niego korzysta. Jedną z firm która robi sprzęt idealnie odpowiadający mi stylistyką jest Sony, a niedawno na rynek wprowadzili myszki BT. Od razu wiedziałem, ze muszę takiej używać ;)

Do tej pory używałem Blueatake BT-510. To była mysz na podczerwień. Sony VGN-BMS55 jest myszką laserową. Rozdzielczość 800 dpi, zasięg 10 metrów, no i ta stylistyka...
W zestawie otrzymujemy podkładkę (dopasowaną wyglądem do serii laptopów CS). Ogromne ślizgacze na spodzie i solidna podkładka sprawia, że mysz działa bardzo precyzyjnie.
Dwie baterie LR6 powinny zapewnić 3 miesiące działania. Aktualnie Sony ma promocję cenową i kosztuje ona około 180 zł ("normalna" cena - 280 zł, niestety ceny to jest to z czym Sony przesadza). Minusy to brak pokrowca zabezpieczającego w transporcie oraz brak sterowników pod inne systemy niż Windows. Resztę możecie zobaczyć na zdjęciach.



wtorek, czerwca 09, 2009

E-głosowanie w Polsce!

Estończycy już to mają. Może więc pojawi się też u nas? Każdy prawdziwy internauta wolałby pewnie parę kliknięć zamiast wędrówki do lokalu wyborczego. Po pierwsze, jest to wygodniejsze, po drugie - oddajemy głos niezależnie od tego czy jesteśmy w swoim okręgu wyborczym, czy nad jeziorem z laptopem :)

Stowarzyszenie Polska Młodych wraz z Zespołem Ekspertów z Wydziału Podstawowych Problemów Techniki Politechniki Wrocławskiej, pracuje nad systemem e-głosowania. Właśnie trwa testowanie tej platformy i każdy może się zarejestrować do środy, 10 czerwca do godz 14:00 na stronie www.e-glosowanie.org i oddać głos przez internet. Kto wie, może przy następnych wyborach będziemy głosować na prawdę? Życzę tego tym którzy pracują nad systemem i nam wszystkim.

piątek, czerwca 05, 2009

Windows 7 - EN czy PL?

Microsoft wspaniałomyślnie udostępnił wersję Release Candidate swojego najnowszego systemu Windows 7. Praktycznie może go pobrać każdy i legalnie testować do marca przyszłego roku. Obraz z instalką można pobrać jednak tylko w językach angielskim, niemieckim, japońskim, hiszpańskim i francuskim. Od niedawna jednak dostępne są pakiety językowe do pobrania poprzez system aktualizacji systemu i jest wśród nich pakiet dla języka polskiego. Jednocześnie w sieci pokazała się instalka tej samej kompilacji 7100 ale w języku polskim dla naszych betatesterów (nie jest ona oficjalnie dostępna ale od czego są torrenty, chomiki i inne źródła). I wygląda na to że różnica językowa nie jest jedyną. Otóż instalowałem obydwie wersje językowe na kilku komputerach. Nawet na jednym z nich obydwie wersje. Najpierw angielską - po zainstalowaniu okazało się, że brakuje sterownika do ATI Mobility Xpress 200M. Ale system wykrył kartę, dociągnął sterownik, zainstalował i po restarcie wyświetlił poprawną rozdzielczość. Duży plus. Po instalacji Windowsa 7 (7100) PL - karta nie została wykryta. Co więcej próba zainstalowania sterownika z Visty kończyła się odmową (sterownik niepodpisany cyfrowo). Wśród sterowników ATI dla Win7 natomiast nie było właściwego. Sytuację uratowało dopiero "modowanie" paczki sterowników i wtedy instalacja zadziałała.

Wynika stąd, że jednak część aktualizacji jest niedostępna dla Win7 PL. Na wszelki wypadek polecam instalację wersji angielskiej oraz polskiego pakietu językowego. Co prawda pewna część systemu, oraz ekrany startowe zostaną anglojęzyczne, ale to chyba nie problem nawet dla nieznających języka wyspiarzy :)

środa, czerwca 03, 2009

Rewolucja w rozrywce od Microsoftu

Nie od dziś wiadomo, że wśród konsol do grania prym wiedzie Nintendo Wii. Dlatego, że posiada niesamowity kontroler z akcelerometrem dzięki czemu gracz zostaje wciągnięty w rozgrywkę, np machając kontrolerem jak paletką możemy grać w wirtualnego pingponga. Zastosowań jest dużo więcej - więc przebija to kontrolery i pady od Xboxa i PS3 czy innych konsol.

Wczoraj na targach E3 Microsoft przedstawił coś co może dać mu jednak palmę pierwszeństwa. Projekt Natal to mała przystawka do Xboxa, która sprawi, że nie będziemy potrzebować żadnego kontrolera. Urządzenie rozpoznaje bowiem ruchy ciała oraz głos. Obejrzyjcie ten film, wyjaśni Wam wszystko oraz rozbudzi niewątpliwie pragnienie posiadania tego urządzenia. Ja już się nie mogę doczekać :)


Foto: Kadr z GameTrailers.com

Touch Pro 2 - czy warto zmieniać?

Ostatnio miałem okazję pobawić się następcą HTC Touch Pro - czyli Touch Pro 2. Porównanie zewnętrzne pokazują fotki (zresztą można już w sieci znaleźć inne porównania TP i TP2). Ale wszystkie dotyczą aparatów HTC ze standardowym oprogramowaniem. Dodać należy, że są ludzie (na XDA forum oraz rodzimym pdaclub.pl) którzy po premierze nowszego modelu przenieśli pewne funkcje do poprzednika. Ja na co dzień używam właśnie takiego zmodyfikowanego Touch Pro. Posiadam więc kilka funkcji z TP2 - takie jak zakładka kalendarza lub możliwość sprawdzenia kursu walut. Czy warto się przesiadać? Po krótkich testach mam kilka wniosków.

Zalety:
- TP2 ma większy ekran, bardzo czytelny i świetny do ebooków
- TP2 ma dużo większą klawiaturę, bardzo wygodną i odchylany ekran

Wady:
- taki sam procesor i pamięć jak w TP, nic nowego poza BT w wersji 2.1
- bateria taka jak w TP, przy większym ekranie, pewnie ma krótszy czas pracy

Oprócz tego - nie podoba mi się ten "ajfonowaty" design. Wcześniejszy model uważam za bardziej elegancki ale to rzecz gustu. Nowa wersja jest też większa, choć ma dużo mniejszą przestrzeń na klawisze i pozbawiona jest kółka sterującego. Czy warto zmieniać? Według mnie nie - wolę zaczekać na TP3, może już z procesorem Snapdragon :)



Foto: Arqs
Czasem tak się w życiu składa, że chce się wiele zrobić ale czasu wciąż za mało. Tak jest z tym blogiem. Już próbowałem go reanimować a teraz spróbuję po raz ostatni. Takie mocne postanowienie bez okazji :)

niedziela, lutego 01, 2009

Australian Pink Floyd Show

Sobota 31 stycznia, Hala Stulecia we Wrocławiu. Koncert Australian Pink Floyd Show czyli zespołu grającego kawałki Pink Floyd - brzmiącego jak Pink Floyd i ogólnie udającego Pink Floyd. Wiem, można sobie pomyśleć - co to za podróba? Otóż, słyszałem ich płytę, widziałem ich koncert DVD (z Royal Albert Hall) i byłem pod ogromnym wrażeniem. To wszystko miało klimat i brzmiało jak Pink Floyd! Zresztą kapela ma namaszczenie samego Davida Gilmoura.
Cóż, chciałem poczuć ten floydowski klimat, bo przecież teraz na koncert oryginału nie bardzo można liczyć. Mam to szczęście, że udało mi się być na ich koncercie w Monachium, wiem jak brzmią (brzmieli) na żywo.
W dodatku APFS zapowiadało wielkie show - mieli odtworzyć całe The Wall. Odtworzyli.

Krótko podsumowując - APFS nie zachwyciło mnie. Dlaczego?

  • Nagłośnienie - do bani. Tylko od frontu, nie tak jak było to na koncertach Pink Floyd, w dodatku dźwięk odbijał się od ścian, werbel było słychać podwójnie - ten drugi opóźniony o sekundę. To największe rozczarowanie. Floydzi słyną z perfekcyjnego dźwięku

  • The Wall, choć starali się wiernie odtworzyć, to jednak brak było tego rozmachu, praktycznie był to ułamek oryginału. Wniosek - po prostu pewnych rzeczy nie należy robić.

  • Brak charakterystycznego okrągłego ekranu na którym leciały charakterystyczne dla Floydów, klimatyczne filmy. Mieliśmy za to prostokąt, z animacjami komputerowymi naśladującymi filmy oryginalne, ale animacjom brak było płynności, jakby były wyświetlane ze zbyt słabego komputera.


Teraz trochę pozytywów. Brawa dla wokalistów. Tu na prawdę spisali się świetnie i dość wiernie w stosunku do oryginału. Praktycznie koncert ratowały bisy. Po oficjalnej części The Wall usłyszeliśmy "Shine On Crazy Daimond" (niestety intro na gitarze brzmiało fatalnie, przesterowany suchy trzask towarzyszył każdemu uderzeniu struny) podczas którego animacje na ekranie przedstawiały całą charakterystyczną "symbolikę" Floydów, a na koniec zobaczyliśmy zdjęcie Syda Barretta. Następnie "The Great Gig In The Sky" z rewelacyjną wokalizą w wykonaniu Oli Bieńkowskiej (jest częścią APFS). To chyba jedyny moment koncertu, gdzie poczułem dreszcz emocji. Tu mogliśmy zobaczyć wreszcie filmy, na początku zmarłego niedawno Richarda Wrighta, a potem zalewały nas fale oceaniczne (mocne skojarzenie z "Anesthetize" Porcupine Tree), potem "One Of These Days","Wish You Were Where" oraz "Learnig To Fly" i na koniec "Brain Damage/Eclipse". Tu należą się gratulacje zespołowi za świetny film. Mogliśmy na nim zobaczyć m.in. Putina, Blaira, Obamę, Husaina i innych aktualnych lub byłych polityków i przywódców tego świata. Doskonale pasowały tu słowa "The lunatic in on the grass..."

Nie odnalazłem niestety klimatu oryginalnego Pink Floyd. Wiem, że podróbka to nie oryginał, ale widziałem wcześniej wideo APFS i niestety muszę stwierdzić, że tym razem Australijczycy nie postarali się zbytnio dając ledwie namiastkę tego co grali Pink Floyd. Pozostają nagrania PF i nadzieja, że może pewnego dnia panowie Gilmour, Mason i Waters może jeden raz zagrają razem... Na APFS na pewno więcej nie pójdę, wolę posłuchać w domu płyt Pink Floyd.

Foto: Arqs

sobota, stycznia 31, 2009

Internetowe nowości

W tym tygodniu moją uwagę przykuły dwie rzeczy - jedna to udostępnienie przez Google Gears aplikacji do obsługi konta Gmailowego w trybie offline. Sprawdziłem - działa świetnie i nie zajmuje wiele miejsca na dysku. Działa pod Windowsem XP/Vista, Linuxem oraz... systemami na PDA - Windows Mobile i Androidem :) Świetna sprawa dla tych którzy chcą mieć dostęp do poczty a nie mają zryczałtowanej opłaty na internet w telefonie.

Druga wiadomość jest niemalże sensacyjna. Wiadomo, że jeśli chodzi o IM w Polsce to GG nie ma praktycznie żadnego konkurenta. Czyżby miało się to zmienić? Pojawiła się strona nowykomunikator.pl gdzie tajemniczy programiści zapowiadają tajemniczy komunikator mający zdetronizować GG. Zadanie przed nimi niełatwe i nikomu to się jeszcze nie udało. Wśród wielu zalet wymieniają jednak ciekawą cechę nowego IM:

- nowoczesna platforma VoIP (PC2PC, PC2Phone, Phone2PC)
- komunikacja przez numery tak jak w Gadu-Gadu i z siecią GG
- wgrywanie własnych skórek
- rozbudowane zarządzanie profilem

Coś mi się zdaje, że to tylko akcja marketingowa przeznaczono dla nowej odsłony starego GG. Obym się mylił, bo konkurencja to zdrowa rzecz.

P.s. Na fragmencie zrzutu strony widać jeszcze poprzednią wersję nowykomunikator.pl. Aktualnie swój cel określają mniej wyraziście.

wtorek, stycznia 27, 2009

Luźna myśl o buddyźmie...


Ostatnio coraz więcej znajomych interesuje się buddyzmem. Ich sprawa, w co wierzą, oby byli szczęśliwi. Ale mnie buddyzm nie przekonuje.

„Nie wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko dlatego, że przez długi czas obowiązywały w wielu krajach. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że wielu ludzi od dawna to powtarza. Nie akceptujcie niczego tylko z tego powodu, że ktoś inny to powiedział, że popiera to swym autorytetem jakiś mędrzec albo kapłan, lub że jest to napisane w jakimś świętym piśmie. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że brzmi prawdopodobnie. Nie wierzcie w wizje lub wyobrażenia, które uważacie za zesłane przez Boga. Miejcie zaufanie do tego, co uznaliście za prawdziwe po długim sprawdzaniu, do tego, co przynosi powodzenie wam i innym”

Budda „Sutra Kalama”


Dlatego nie wierzę w buddyzm. Zresztą, zgodnie z wolą samego Buddy ;)


Foto: Stock.XCHNG

poniedziałek, listopada 24, 2008

Małe, a cieszy - lubię standardy ;)

Pewnie większość z Was bawiła się w swoim życiu klockami. To była chyba moja ulubiona zabawka a najfajniejsza w nich możliwość łączenia zestawów co sprawiało, że tylko wyobraźnia ograniczała możliwości budowania różnych rzeczy (mimo, że nie było niestety Lego ;). Wtedy nie wiedziałem tego - chodziło o STANDARD. Teraz gdy bawię się trochę ciekawszymi "klockami" to właśnie cenię sobie najbardziej - standardy. Choć to się zmienia, pojawiają się nowe porty w komputerach, telewizorach i innym sprzęcie RTV, to jednak producenci stosują powszechnie wykorzystywane porty. Takim standardem jest też USB i często nie tylko do przesyłania danych ale również do zasilania. Macie kabel USB do telefonu czy odtwarzacza mp3? Pewnie zauważyliście, że potrafi on też naładować Wasze urządzenie. Posiadając prosty zasilacz USB - mogę naładować wiele urządzeń nawet bez komputera. Niechlubnym wyjątkiem okazuje się tutaj jednak Nokia. To jeden z producentów, który zaczął stosować miniUSB w swoich telefonach. Słusznie - to przecież dziś standard. Ale postanowił, że tylko wykorzystać będzie go można do transmisji danych. I choć z powodzeniem mógłby też zasilać telefon, to takiej możliwości nie ma.
Ja rozumiem trochę interesy firmy. Pewnie myślą, że jak stworzą własny rodzaj wtyczek do zasilania to zarobią na akcesoriach. Ale raczej korzystają na tym firmy produkujące tańsze zamienniki a klient - no cóż. Taki klient biega np. u mnie w firmie pytając kto ma ładowarkę do Nokii. Ba, jeszcze odpowiednią, no bo czasami trzeba zmienić rozmiar wtyczki, żeby klienta zmusić do zakupu nowych akcesoriów po zmianie aparatu. No cóż, choć ich telefony z Symbianem są godne uwagi, to ich polityka wobec klienta mnie zniechęca. Na szczęście są inni, bardziej standardowi producenci...

Foto: Arqs.

wtorek, listopada 11, 2008

Nowa Opera Mini 4.2 beta

Opera udostępniła nową wersję przeglądarki MiniOpera w wersji 4.2 beta. To najpopularniejsza mobilna przeglądarka (20 mln unikalnych użytkowników) i muszę przyznać, że choć na WM6.1 jest sporo alternatyw to jednak najchętniej korzystam z MiniOpery. Jest bardzo szybka, wygodna i pobiera mało danych. Nowa wersja choć ma status beta jest stabilna. Dodano m.in.:
- synchronizację zakładek i notatek z Operą 9.5 (niestety, nie można jeszcze synchronizować z Firefoxem)
- obsługę skórek (wreszcie mam czarną wersję ;)
- automatyczne uzupełnianie adresu na podstawie historii
- łatwiejsze wyszukiwanie na stronie
- użytkownicy nowych SonyEricssonów i Nokii mogą wygodnie korzystać z serwisu m.youtube.com
Jeśli ktoś jeszcze nie posiada w telefonie - to pozycja obowiązkowa. Do pobrania na stronie Opery lub bezpośrednio przez telefon na mini.opera.com/beta


P.s.
Użytkownicy modnych iPhonów nie mają lekko. Apple nie zgodziło się na instalowanie OM w ich aparatach, choć taka wersja powstała. Ogromny minus dla panów od nadgryzionego jabłka.

Kurdemol - reaktywacja


Czas odkurzyć bloga i wrócić do pisania. Choć moja aktywność ostatnio była zerowa (brak czasu, sprawy zawodowe + osobiste) to jednak blog działał. Tak wynika ze statystyk, jak również z maili które otrzymywałem (m.in. od kolejnej osoby naciągniętej przez SCK, Olga mama nadzieję, że to się skończyło pozytywnie dla Ciebie).
Dużych zmian nie ma - parę kosmetycznych. Czas pożegnać się ze "Stefanem". To taki kartonowy szkielet z empiku. Wita gości w moim domu i do tej pory robił za awatara. Dodałem linki dzielące posty na kategorie (choć nie lubię szufladkować). Sam Blogspot Google'a też jak widzę przeszedł parę zmian, choć są one widoczne raczej "od kuchni", z panelu administracyjnego.

A tematy? Nazbierało się ich trochę. Oczywiście nadal będzie o tym co mnie interesuje - gadżety, muza i trochę o fotografowaniu. Na pozostałe rzeczy zostawiłem dział "Reszta" choć do pisania o polityce nie zamierzam wracać.

Zapraszam do zaglądania na kurdemol.blogspot.com :)

P.s.
Gdyby ktoś wiedział, gdzie w kodzie szablonu Googla można dopasować boxy subskrypcji - poproszę o info. Szukałem, ale bezskutecznie.