środa, stycznia 31, 2007

Linux nie jest trudny :)

Wielu słyszało o Linuksie, ale wszyscy (prawie) używają Windowsa. W dodatku bardzo często powtarzają, że systemu z Microsoftu używają, bo Linux jest trudny.
Ale to się zmienia. Ostatnio po kilkudniowym użytkowaniu Ubuntu miałem okazję się przekonać o tym, że jest on dużo bardziej funkcjonalny, wygodniejszy i ładniejszy od "okienek". Największy jednak problem to sprzęt. Otóż najczęściej gdy podłączamy coś do Windowsa (np. mysz) to ona po prostu działa. A jeśli nie to mamy dołączone do niej sterowniki. Pomijam fakt, że aby zdobyć certyfikowane sterowniki dany producent sprzętu musi za to zapłacić (w efekcie i tak płaci użytkownik).
W Ubuntu np nie działała moja mysz bluetooth. Producent dostarcza sterowniki do systemów Windows i MacOS. Po kwadransie buszowania w internecie miałem jednak odpowiedź, kilka komend i Ubuntu bez problemu z nią pracowało :) Ale mam świadomość, że przeciętny użytkownik sobie z tym nie poradzi. To się może szybko zmienić. Otóż środowisko OpenSource zaproponowało producentom darmowe tworzenie sterowników do ich sprzętu. Według mnie oferta jest tak atrakcyjna, że producent który z tego nie skorzysta - świadomie zignoruje potencjalnych użytkowników. A ja takiego sprzętu na pewno nie kupię.
A co to oznacza dla zwykłego użytkownika? To może być przełomowy moment. Proszę sobie wyobrazić że do wyboru mamy dwa systemy, które bez problemu będą współpracować z naszym sprzętem:
- taki który nie pozwala na łatwą zmianę wyglądu, nie ma podstawowych narzędzi jak pakiet biurowy czy terminarz, jest ciągle łatany, ale mimo tego trzeba mieć na nim programy antywirusowe i zabezpieczające, w dodatku trzeba zapłacić za niego nie małe pieniądze
- oraz taki, który jest elastyczny, można go łatwo dopasować do siebie zawiera wszystkie potrzebne narzędzia, łatwo doinstalować inne, których będziemy potrzebować, jest bezpieczny i szybko aktualizowany w razie wykrycia błędów, a do tego darmowy!

Wybór jest oczywisty...


Foto: wikipedia.pl
Żródło: www.dobreprogramy.pl

Nadal bezbronni...

Środowisko Radyja i Ojca Zawsze Dyrektora, kombinuje, jakby tu zrobić, żeby mieć jeszcze większe przywileje. Ministerialny samochód na życzenie to za mało. Więc jeszcze chcieliby, żeby "pomówienia" księży były np. ścigane z urzędu. Abp Głódź powiedział, że Kościół nie potrzebuje przywilejów i ochrony państwa. Brawo dla księdza biskupa! Ale jeszcze czekam na stwierdzenie, że Kościół nie potrzebuje 40 mln zł które wyciąga z kieszeni podatników.

P.s. A można by całą rzecz uprościć - wprowadzić podatek dla grup wyznaniowych tak jak jest to przyjęte w Niemczech. I od razu zmniejszyłaby się grupa "statystycznych katolików" :)

Foto: GettyImages Creative
Żródła: onet.pl, wp.pl, wiadomości24.pl

niedziela, stycznia 21, 2007

Wish You Were Here

Późna noc. W słuchawkach Pink Floyd - Wish You Were Here. Po kilku miesiącach szukania udało mi się zdobyć tę płytę, wydanie kanadyjskie, ale w doskonałym stanie, z oryginalną pocztówką. Nie ma sensu bym opisywał tę muzykę - robili to lepsi przede mną. Prawie każdy też zna przynajmniej tytułowy utwór. Nawet jeśli się nie jest miłośnikiem Floydów, to zna się ich z radia...
Za każdym razem gdy słucham ich nagrań, uderza mnie ich ponadczasowość. Rzadko który zespół po takim czasie brzmi nadal aktualnie. Zarówno jeśli chodzi o samą muzykę jak i jej realizację. To udaje się tylko tym Wielkim
Płyta po której właśnie sunie igła mojego gramofonu ma 32 lata. Ktoś słuchał jej przede mną, być może miał z nią jakieś wspomnienia... Ja mam. Pamiętam taki jesienny ranek, pochmurny i wilgotny. Szkoła średnia, właśnie zza zakrętu zobaczyłem wielki szary budynek. Szkoła w czasie wojny była obozem pracy dla około 3000 jeńców i podczas mojej edukacji nadal miała wiele z tego klimatu. Nie spieszyłem się, miałem jeszcze 20 min. do zajęć. Podobnie jak teraz, ze słuchawek płynęły dźwięki tej płyty. Właśnie miałem nacisnąć klamkę wielkich, ciężkich drzwi gdy usłyszałem "Welcome my son, welcome to the machine...". Zawróciłem, nie mogłem tam wejść...
Wiele mam takich wspomnień mocno związanych z muzyką.
A gdy teraz słucham po raz kolejny tego nagrania to tak jakby to było wczoraj.


Foto: Arqs

wtorek, stycznia 16, 2007

Nie godzi się!

Przeczytałem właśnie o problemach naszego ministra, pana Leppera. Otóż pan Lepper czeka strasznie długo na to by sąd zajął się jego sprawą. Proszę Państwa, nie godzi się to! Minister i tak długo czeka? Jakże to, zwykły człowiek szybciej ma załatwioną sprawę z sądem, a minister musi czekać? Panie Ziober, zrób pan coś, kolega z rekołalicji jest w potrzebie! Przecież czwarta erpe jest, no nie?! Może list intencyjny do Ojca Zawsze Dyrektora pomoże i sprawę uda się pchnąć dalej?

Eh, wiem, marzenia. Tak to jest, gdy patrzę na świat, a butelka wina się kończy. Człowiek by chciał dobrze dla wszystkich, nawet takiemu Lepperowi ulżyć, by już nie czekał, nie męczył się... We więźniu można by mu muzykę klasyczną puszczać, jeden Wietnamczyk próbował, ponoć są efekty...

No cóż, pewnie znów skończy się tylko na grożeniu palcem, ewentualnie na przyjacielskich inwektywach jak "warchoł", a potem znów bracia poklepią się z Andrzejkiem po pleckach i będzie jak było...


Foto: GettyImages Creative
Żródła: interia.pl, gazeta.pl

poniedziałek, stycznia 08, 2007

Ciekawe programy - Hamachi

Jeśli ktoś pracował na komputerze w sieci LAN, wie jak wygodny jest dostęp do pozostałych komputerów z udostępnionymi katalogami. Warunek - komputery muszą być w tej samej sieci lokalnej. Czyżby?

Niewielki program Hamachi pozwala stworzyć własną lokalną sieć do której można mieć dostęp przez internet. Nie ma znaczenia, czy posiadamy stały adres IP czy jesteśmy za NAT'em, oraz gdzie się aktualnie znajdujemy. Nie ma znaczenia również system na którym pracujemy - Hamachi możemy zainstalować pod Linuksem, na Macku, czy też Windowsem. Możemy założyć własną sieć z hasłem - członkowie takiej grupy mają dostęp do udostępnionych zasobów pozostałych komputerów, mogą też korzystać z wbudowanej w program funkcji czatu i prowadzić rozmowy tekstowe. Jest to również dobre rozwiązanie dla lubiących gry sieciowe. Jak zapewniają twórcy programu, całość jest bardzo bezpieczna, a transmisja danych - szyfrowana. Program występuje również w polskiej wersji językowej i jest bezpłatny (płatna wersja Pro posiada więcej funkcji). Dodam, że program jest bardzo łatwy w obsłudze, jeśli ktoś używał np. komunikatorów takich jak GG, to łatwo sobie poradzi z Hamachi. Gdybyśmy jednak potrzebowali pomocy np. w skonfigurowaniu połączenia do gry, to uzyskamy ją na stronie oferującej oficjalne polskie wsparcie dla Hamachi.

Żródła: hamachi.cc

sobota, stycznia 06, 2007

Wpis noworoczny

Pierwszy wpis w tym roku. Choć Nowy Rok postrzegam jako coś do czego nie należy przywiązywać wagi, bo jest to rzecz umowna (na świecie jest sporo stref czasowych oraz kilka kalendarzy), o tyle muszę się mu również podporządkować. To też pretekst do pewnych refleksji - coś się kończy, coś się zaczyna. Wraz ze starym rokiem u mnie również nastąpiło kilka zmian. Nie wszystkie szczęśliwe, parę rzeczy się skończyło, kilka się zaczęło, ale na szczęście - są też rzeczy niezmienne.
Chyba należę do grupy tych co woleliby zatrzymać czas i okazuje się, że nie ja jeden - niektórzy nawet próbują to wprowadzić w życie i organizują demonstracje przeciwko upływającemu czasowi. W naszym kraju Nowy Rok nie zaczął się niczym szczególnym - "żond" nadal się trzyma władzy, kolejne afery, zarówno wśród polityków jak i duchownych, do tego dojdą podwyżki itp. Nihil novi.

Natomiast w Nowym Roku chciałbym życzyć wszystkim przede wszystkim ZDROWIA. Choćby z tego względu, że jeden z moich "ulubionych" ministrów z dniem 1 stycznia wprowadził ustawę, przy której łódzka afera "łowców skór" to małe piwo.

Oprócz tego, życzę każdemu gwiazdki z nieba. Proszę to sobie zinterpretować dowolnie.

P.s.
Postanowiłem wprowadzić kilka zmian na blogu. Ponieważ głównie pisałem o tym co działo się w kraju, było to mocno związane z polityką. Niestety skazuje mnie to na pisanie o rzeczach głównie negatywnych, dlatego częściej będą się teraz pojawiać teksty dotyczące zupełnie innych tematów.
Mam nadzieję, że jednak nadal będą dla Was interesujące :)

Foto: GettyImages Creative
Żródła: interia.pl, gazeta.pl

środa, grudnia 20, 2006

A jednak monarchia...

Z niedowierzaniem przeczytałem informację o tym, że nasi posłowie chcą wybrać króla Polski. Królem miałby być nie kto inny jak... Jezus!
Z całym szacunkiem dla ludzi wierzących, sytuacja jest absurdalna. Takie postępowanie chyba zaskoczyło wszystkich, również hierarchów Kościoła Katolickiego.

Panom posłom coś się pomyliło, chyba zapomnieli jakie funkcje i zadania są im powierzone i co należy do ich kompetencji. Czy po wyborze Jezusa królem zmieni się konstytucja Polski? Czy to On będzie przyjmował teraz budżet na kolejny rok i podpisywał ustawy? Sami posłowie zauważyli, że za takim wyborem stoją argumenty teologiczne. Chyba jednak się zapędzili i jak na bogobojnych ludzi to za rzadko sięgają po Biblię. Może nie doczytali w ewangelii Marka słów samego Jezusa: "Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga" [Mk 22;17]. Więc może lepiej nie mieszać Jezusa do swojej brudnej polityki?

Panom posłom, proponuję wzięcie się do uczciwej i rzetelnej pracy, bo na razie to ten kraj na Królewstwo Niebieskie nie wygląda i nie żyje się tutaj jak w raju.

Foto: GettyImages Creative
Żródła: onet.pl

poniedziałek, grudnia 11, 2006

Jaszczembie

Głośno było ostatnio o samolotach F-16, które kupiliśmy za kupę forsy od Amerykanów, Miały one pewien problem z przylotem do Polski ale w końcu się udało. No cóż, powinniśmy się poczuć bezpieczniej, nasza armia coraz "nowocześniejsza" się robi. Ale dziś czytam, że tak na prawdę mamy tylko jednego pilota który potrafi latać na F-16! W dodatku nie ma czym latać, bo "jaszczembie" zostały rozebrane na części. Po pierwsze aby uniknąć problemów z cłem, należy je rozebrać i złożyć (cóż za absurd), a poza tym należy sprawdzić czy nas Amerykanie nie oszukali i np. nie wsadzili tam jakiejś chińskiej podróbki. Nie ma mowy o pomyłce, ponieważ sami Amerykanie będą nadzorować naszych mechaników, na pewno im zwrócą uwagę jakby coś było nie tak...

Zastanawiam się co by było gdyby nas np. znów "ruskie" napadły. W końcu ostatnio trochę z nimi zadarliśmy. Pewnie nasi piloci... przepraszam, jeden pilot zatłucze wrogie wojsko rzucając w nich częściami do F-16. A może pozostałym żołnierzom każmy np rozebrać na części karabiny? Mogą sami rzucać nabojami.

Zastanawia mnie tylko po co wydawać kupę szmalu z kieszeni podatnika na coś co jest mitem. Bo nie łudzę się, że mamy armię zdolną do poważnych działań militarnych.

Foto: GettyImages Creative
Żródła: onet.pl, gazeta.pl

poniedziałek, grudnia 04, 2006

Sprawdź czy jesteś prostytutką i volksdeutschem

No i wydało się. Okazuje się, że jestem prostytutką. Ale to nie wszystko. W dodatku jestem volksdeutschem. Trochę się zdziwiłem ale Ty też możesz nim być. Możesz łatwo się o tym przekonać. Proponuję test-zabawę: sprawdź, czy jesteś prostytutką i volksdeutschem!

1. Czy uważasz, że należy zdelegalizować LPR?
2. Czy sądzisz, że ostatnio ujawnione zdjęcia pana Wierzejskiego z "koncertu pieśni patriotycznej" w rzeczywistości pochodzą z imprezy mającej charakter faszystowski?
3. Czy sądzisz, że słusznie Wyborcza i TVN upubliczniły tę sprawę, choć psuje ona wizerunek LPR-u?

Jeśli odpowiedź na powyższe pytania brzmi "tak" to prawdopodobnie jesteś prostytutką i volksdeutschem.

Proszę się nie dziwić. Takie są fakty, ale pod warunkiem, że probierzem w tej zabawie będzie blog Wojciecha Wierzejskiego, który uważa, że za sprawą publikacji feralnych zdjęć stoi spisek koncernów niemieckich ze "sforą Michnika", które opisuje barwnym językiem:
"Pospolite gnidy, sprzedajne prostytutki. Gorzej - robią aferę z niczego, by pogrążyć Polskę. By nas oszkalować przed światem. By dać argumenty naszym przeciwnikom. Przeciwnikom Polski. To nie są zwykłe prostytutki. To volksdeutsche!"
Ponieważ pan Wierzejski oprócz niskiej kultury osobistej zaczyna przejawiać symptomy schizofrenii - proponuję nie przejmować się wynikiem powyższego testu :)

Foto: GettyImages Creative
Żródła: blog Wojciecha Wierzejskiego

czwartek, listopada 30, 2006

Estyma [Aktualizacja]

O tym, ze naszym politykom brakuje kultury politycznej wiadomo od dawna i w zasadzie wszyscy się do tego przyzwyczaili. Ale coraz częściej okazuje się, że brakuje im kultury osobistej w elementarnym tego słowa znaczeniu. Chodzi mi tutaj głównie o męską część naszej "elyty politycznej" i ich stosunek wobec kobiet.

Zacznijmy od Głównego Singla Polski, czyli obecnego premiera. Ja wiem, że można nie lubić opozycji, która z natury kłamliwa jest i wredna, bo inaczej być nie może. Ale żeby wygraną Hanny Gronkiewicz-Waltz w wyścigu do fotela prezydenta Warszawy komentować słowami: "wraca stare, przeciwstawmy się"? Ja wiem, że pani Hanna ma za sobą lata młodości, ale panie premierze - przyzna pan, że całkiem dobrze się trzyma. Strach pomyśleć jak komentowałby pan publiczne wystąpienia bratowej. Bo tu przyznać muszę, że przypomina mi się pewien żart, popularny kiedyś we Wrocławiu: "Jakie jest najbrzydsze państwo na świecie? Państwo Gucwińscy...". Od ostatnich wyborów prezydenckich, żart mógłby być ogólnopolski i nie mam na myśli byłej dyrekcji wrocławskiego zoo.

Teraz zaś pan Kurski zademonstrował kompletny brak estymy wobec kobiet, mówiąc o koleżankach z sejmu:
"To kobietony. Spytajcie statystycznego mężczyznę, choćby z sejmowych korytarzy, czy chciałby z nimi spędzić trochę czasu. Ja - nie."
W podobnym tonie wypowiedział się o byłej premier, Hannie Suchockiej. No cóż, pan Jacek na Jamesa Bonda nie wygląda dlatego nie należy się też po nim spodziewać odpowiednich przeprosin. Owszem przyznał się do gafy, ale przeprosiny będą mało finezyjne:
"Może trzeba było nie podawać żadnego przykładu. Oczywiście przeproszę posłanki, zaraz wysyłam w tej sprawie SMS"
No tak, "prawicowcy" przecież uważają, że Dzień Kobiet trzeba zlikwidować bo to wymysł komuny...

[Dodano 30.1.2006, 18:46]

Na swoim blogu politycznym, Jacek Kurski wyraża oburzenie, że opublikowano jego prywatną wypowiedź, oraz przedstawia oświadczenie o swoim stosunku do kobiet. Jest ono zgoła odmienne od jego wcześniejszych słów. Dr. Jekyll and Mr. Hyde?

Foto: GettyImages Creative
Żródła: Gazeta.pl
Technorati
Tags: , ,
Powered by
performancing firefox

piątek, listopada 24, 2006

Poczta Polska - nie popieram!

Od jakiegoś czasu słyszałem, że pocztowcy protestują, bo pensje za niskie, warunki pracy złe itp. No tak, rozumiem, że ktoś pracując uczciwie nie chce zarabiać "tysiaka". Ale ich protest przerodził się w kompletny paraliż komunikacyjny, który uderza w zwykłego człowieka. Prawdę mówiąc w tym momencie mnie szlag trafił.
Strajk pocztowców uderza również we mnie - nie mogę normalnie pracować, gdyż nie mogę odebrać i nadać wielu przesyłek poleconych uczciwie i legalnie opłaconych. Pocztowcy, wzorem rolników blokujących drogi uważają, że Państwo jest winne ich sytuacji, ale mszczą się na zwykłych klientach poczty. Co więcej, odkąd pamiętam, wizyty na poczcie najczęściej są nieprzyjemne - kolejki, niemiła obsługa i niska jakość usług (z mojego doświadczenia wynika, ze usługa "Priorytet" działa w 50%). W mojej najbliższej placówce pocztowej pracuje 5 kobiet. Tylko jedna z nich obsługuje klientów sprawnie i z uśmiechem. Tylko ta jedna zasługuje według mnie na podwyżkę, bo wykonuje swoją pracę rzetelnie. Pozostałe baby, oprócz tego, że pracują tak jakby im się nie chciało to często nie potrafią udzielić podstawowych informacji wprowadzając mnie w błąd. Pomijam fakt, że na cztery okienka maksymalnie pracują tylko dwa.

No tak. Mogą powiedzieć - "jaka płaca, taka praca". Ale przypatrzmy się, czego oczekują pracownicy Poczty Polskiej. Gazeta opisuje pikietę urządzoną przez Wolny Związek Zawodowy Sierpień'80:

"Bogusław Ziętek z WZZ Sierpień '80: - Popieramy postulaty listonoszy: ośmiogodzinny dzień pracy, podwyżki, pakiet socjalny. Nie zgadzamy się również na prywatyzację poczty. Bo będzie tak jak z prywatyzacją Telekomunikacji Polskiej - prorokował. - Jakość usług się nie poprawi, ceny nie spadną. A pracę straci połowa ze 100 tys. ludzi."
To co powiedział ten pan to absurd. Co by nie mówić o "tepsie" - starają się (choć często nieudolnie). Na pewno muszą być konkurencyjni. A Poczta nie musi. Czyli - chcemy więcej kasy, ale nie liczcie na poprawę jakości obsługi, bo niewydolnych pracowników nie będziemy zwalniać.

Ale czy na pewno nie musi być konkurencyjna?
Otóż z radością przeczytałem informację, że 15 listopada ruszyła konkurencja Poczty Polskiej, firma InPost. Dociera do większości dużych miast, ma również w większości z nich sporo placówek. A co najważniejsze - jest dużo tańsza. Oczywiście Poczta Polska już zaprotestowała, bo przecież rynek pocztowy miał być uwolniony dopiero w 2009 r. a w ich interesie, w przeciwieństwie do interesu klienta, leży brak konkurencji.

A ja nie chcę czekać do 2009 r. Życzę jak najlepiej firmie InPost, a po Poczcie, skoro nie potrafi dostosować się do rynku, płakać nie będę.

Foto: GettyImages Creative
Żródła: InPost.pl, eGospodarka.pl, Gazeta.pl

czwartek, listopada 23, 2006

Kukuł... kacze jajo.

Nasz miłościwie panujący "żond" postanowił wpisać do nowelizowanej ustawy PIT obniżone stawki podatkowe. Trochę się zdziwiłem, czyżby zamierzali zrealizować jednak jakąś przedwyborczą obietnicę? Już się zaczynałem uśmiechać, ale... jest tu pewien haczyk.

Otóż niższe podatki obowiązywałyby dopiero od 2009 r. Dlaczego tak późno? Ano dlatego, że obniżenie podatków ma sens wtedy, gdy wzrost gospodarczy jest wysoki i stawki podatkowe są ustalane z uwzględnieniem pozostałych parametrów ekonomicznych. Nie jestem ekonomistą, ale nie trzeba mieć ogromnej wiedzy, żeby dostrzec, iż wzrost wydatków budżetowych (a "tanie państwo" sporo kosztuje) przy jednoczesnym obniżeniu podatków sprawi, że gdzieś zacznie tych pieniędzy brakować. Ile? Ekonomista, Janusz Jankowiak na swoim blogu podaje:
"Wpisanie obecnie do nowelizowanej ustawy PIT dwóch obniżonych stawek podatkowych, obowiązujących od roku 2009, kosztować będzie na dzisiejsze pieniądze 9 mld PLN. Sporo."
Oczywiście chciałbym płacić niższe podatki. Ale mam świadomość, że to czego nie zapłacę w podatku będę musiał państwu zapłacić w inny sposób (a jest tych sposobów wiele). Niestety nikt nie chce obniżyć kosztów pracy, a mamy je wysokie, co skutkuje również pośrednio tym, że inwestorzy którzy pojawiają się w naszym kraju nie mogą znaleźć pracowników - bo nikt nie chce zarabiać 1000 - 1300 zł na rękę, a pracodawcy nie chcą płacić wysokich stawek tylko wolą przenieść produkcję np do Chin.

Dlatego takie kukuł... kacze jajo lepiej podrzucić następnemu rządowi. Wniosek jest z tego taki, że pis realnie bierze pod uwagę, że straci rządy przy następnych wyborach. Niestety wykonanie swoich obietnic przedwyborczych też pozostawia następcom.

Foto: GettyImages Creative
Żródła: Money.pl, blog Janusza Jankowiaka


wtorek, listopada 21, 2006

Szczęście w słuchawce

Mieszkańców Warszawy może spotkać niesamowita niespodzianka. Otóż może zadzwonić do nich... Kazimierz Marcinkiewicz, proszący o głos w wyborach! Cóż to musi być za szczęście usłyszeć głos komisarza we własnym telefonie.
Zaraz, zaraz... Czemu nie można mu zadawać pytań? A może to nie Marcinkiewicz tylko automat z nagraną wiadomością, żebrzący o poparcie?

No cóż, mnie to "szczęście" nie spotka. Po pierwsze - nie mieszkam w stolicy, po drugie - użytkownicy telefonów VoIP mogą być spokojni. Ale gdyby do mnie zadzwonił AUTOMAT z nagranym Marcinkiewiczem, potraktowałbym go w podobny sposób jak traktuję śmieci reklamowe znajdowane pod drzwiami lub druki bezadresowe w skrzynce pocztowej (swego czasu Kwaśniewski też taki spam wysyłał), czyli wyrzucam nie czytając do kosza.

A, ważna rzecz - można oddzwonić na specjalny numer i wyrazić poparcie dla Kazika. No to teraz cenzorzy z Bloga Marcinkiewcza pilnie usuwający niepochlebne komentarze będą mieli dodatkową robotę...

Aktualizacja [22-11-2006]

Słusznie ktoś na grupie dyskusyjnej zauważył, że w Prawie Telekomunikacyjnym widnieje zapis:
   Art. 172.
1. Zakazane jest używanie automatycznych systemów wywołujących dla celów
marketingu bezpośredniego, chyba że abonent lub użytkownik końcowy
uprzednio wyraził na to zgodę.


Foto: GettyImages Creative

piątek, listopada 17, 2006

"Przed odpowiedzialnością uciekaj na własnych nogach..."


Ostatnio głośno jest o Jelfie i jej produkcie, który wskutek pomyłki okazał się być zabójczy. Jest to wynik niedbalstwa producenta lekarstwa, są ofiary śmiertelne, więc sprawa jest poważna. Wiadomo, że winny jest producent, ale wytwórnia lekarstw powinna podlegać kontroli więc winnym musi być ktoś jeszcze, kto nie dopilnował porządku.
Minister Religa nie miał wątpliwości - od razu wskazał Głównego Inspektora Farmaceutycznego Zbigniewa Niewójta. Skończyło się dymisją, choć Inspektor w świetle prawa ma czyste sumienie, bo dochował wszystkich procedur. W dodatku wyszła na jaw pewna paskudna sprawa. Okazuje się, że Ministerstwo Zdrowia od roku nie uchwaliło rozporządzenia o dobrych praktykach wytwarzania leków. Taki dokument minister podpisał dopiero 26 października i zaczął on obowiązywać od 10 listopada. Słuszne są więc oskarżenia również pod adresem ministerstwa.
A co na to minister zdrowia? Skwitował krótko:
"Mam swój honor. Już raz podałem się do dymisji. Ale jak chcecie mnie rozliczać za pomylenie ampułek, to ja to pieprzę! Nie chcę być ministrem."
Tym samym uważam, że minister ma tyle honoru co dzieciak w piaskownicy któremu nie spodobała się wspólna zabawa z rówieśnikami. Parafrazując słowa kardiochirurga Religi "przed zawałem uciekaj na własnych nogach" - minister Religa tak ucieka przed odpowiedzialnością.
Bo ministra zdrowia mniej interesowały rozporządzenia pozwalające kontrolować producentów lekarstw, bardziej kombinował jak wyciągnąć kasę z kieszeni podatników. Zamiast wymyślać durne przepisy o ubezpieczeniach OC lepiej byłoby zająć się czymś pożytecznym. Być może ocaliłoby to życie paru osobom.

Foto: GettyImages Creative

poniedziałek, listopada 13, 2006

Krajobraz po wyborach

Coraz lepsze wieści dochodzą z różnych zakątków kraju. Pis nie odniósł sukcesu w wyborach. Wiadomo, że w większych miastach odniósł porażkę i będzie w radach w opozycji. Jednak panowie z pisu do porażek się nie przyznają, twierdzą, że wypadli całkiem nieźle w wyborach.

Rozbawiła mnie reakcja pisuarczyków we Wrocławiu. Oczywiście ich niski poziom polityczny przy okazji znów się ujawnił. Np pan Jackiewicz tak gratulował zwycięzcom: "Tym się różnimy od PO, że potrafimy gratulować. Trzymajmy zatem fason i złóżmy im gratulacje!". Niektórzy nawet popadają w taki absurd, że winę za kiepski wynik chcą zrzucić na ponownie wybranego na prezydenta, Rafała Dutkiewicza, zarzucając mu, że za często się pokazywał z politykami PO, jak to stwierdził pan Piotr Kuczyński.

Panowie, przestańcie wreszcie walczyć z rzeczywistością. Dostaliście po dupie, bo ludzie mają już dość grzebania się w teczkach, przepychanek między rekoalicjantami, buractwa, warcholstwa i marazmu politycznego. Mantra o mitycznej i wspaniałej RPIV nie zadziałała, ludek nie dał się zahipnotyzować płomiennymi, choć pozbawionymi treści przemowami premiera ani prezydenta.
Zamiast pieprzyć o odnowie moralnej, czas się wziąć do roboty. Można zacząć choćby od ustawy podatkowej. To bardziej obchodzi ludzi niż np. "szafa Lesiaka".

Foto: GettyImages Creative

niedziela, listopada 12, 2006

Sweter

Trwa dokładne liczenie głosów po dzisiejszych wyborach. Ale wstępne sondaże są uspokajające - we Wrocławiu pis nie wygrał :)

Ciekawostką wyborczą w tym roku była postać pana Kononowicza, kandydata na prezydenta Białegostoku. Mimo ogromnej popularności (chyba każdy widział spot wyborczy) wygląda na to, że pan Krzysztof prezydentem nie zostanie. Ale może odnajdzie się w branży dziewiarskiej? Proszę się nie dziwić. Swego czasu np prałat Jankowski wypuszczał serię napoi (oprócz wody również takie z procentami) gdzie elementem wpływającym na popularność produktu miała być jego podobizna lub nazwisko. Okaz uje się, że pan Kononowicz nieświadomie przyczynił się do popularności swetrów z charakterystycznym, 'odjechanym' wzorkiem. Na Allegro pewna sprzedawczyni pewnie nie spodziewała się takich kwot za sprzedawany sweterek (choć wątpię by ktoś tyle faktycznie zapłacił). Mimo, że aukcja dotyczy "cieplutkiego, ślicznego sweterka", internauci podają sobie tego linka jako "sweter Kononowicza".

A może ów prałat Jankowski ze swoim "biznesowym" zmysłem pokusi się o jakąś zimową kolekcję? Moherowe berety i "sweter Konowicza" już cieszą się wzięciem.


P.s.
Gdyby link do Allegro był już nieaktywny wystarczy kliknąć miniaturkę obok. Aukcja kończy się za cztery dni. Ale teraz to już tylko miliarderzy mają szansę na taki rarytas ;)

czwartek, listopada 09, 2006

I po co ta ortografia?

Ciekawostka znaleziona w sieci.

"Bdanaia na pweynm anelgiksim uneristwstyecie wyzakały, że nie ma znczeania, w jaikej kleojności napsziemy lietry wenąwtrz wryazu, blye tlkyo pirwesza i otstaina lreita błyy na soiwch miesjcach. Rtszea mżoe być dolnwoie poszamiena, a mmio to bdzęeimy w sanite pczyrzetać tkest bez wikszęego prleobmu. Diezje się tak dlteago, że nie czataymy kżdaej z lteir odelndziie, ale wrayz jkao całość.

Eric campbell"


Czy w takim razie ortografia ma sens? ;)

P.s.
Poprzednio ten tekst był na obrazku, ale zbyt niskiej jakości - pzreipasny jset cztyleinsezy :)

wtorek, listopada 07, 2006

Alternatywa :)


Ostatnio mało piszę, ale mam zupełnie inne obowiązki - wiadomo :)
Nadal nie będę pisać o polityce - jak zauważyłem jest sporo blogów które ją opisują lepiej niż ja bym to zrobił. Tyle tytułem wstępu ;)

Czy ktoś pamięta czasy, kiedy telefon stacjonarny był dobrem luksusowym? Czekało się na niego po kilka lub kilkanaście lat. Zaletą była opłata za połączenie - bez względu na czas trwania. No ale do kogo dzwonić, jak mało kto ma telefon? Rozmowy zagraniczne natomiast kosztowały majątek. Potem czasy się zmieniły. Telefon przestał być luksusem - przyłączenie mógł mieć każdy i to w stosunkowo krótkim czasie. Ale czy było lepiej?
Miałem do końca października telefon stacjonarny. Jak większość, u naszego "narodowego operatora" bo tylko ten działał w moim regionie. Preselekcja i inne usługi to początkowo Dialog potem Tele2.
U wszystkich było źle. U wszystkich operatorów musiałem zawsze składać jakieś reklamacje, sprawdzać rachunki, bo często były nieścisłości na moją niekorzyść. W dodatku tanio nie było. Gdybym miał opisać wszystkie te historie (niektóre naprawdę barwne) to wyszłaby z tego niemała broszura. Byłem już tym zmęczony - szczególnie Tele2, które w moim mniemaniu działa jak zwykły oszust.

Rozwiązaniem okazała się telefonia VoIP - czyli telefon przez internet. Praktycznie mając łącze internetowe okazało się, że mogę korzystać ze wszystkiego co oferuje stacjonarny telefon a nawet więcej. W dodatku - jest też o wiele taniej. Pełna i bieżąca kontrola wydatków. I najważniejsze - większa konkurencja, nie spodoba mi się operator, w ciągu kwadransa mogę go zmienić na innego. Jeśli ktoś nie wierzy - niech sprawdzi sam, często to nic nie kosztuje. Sporo informacji można znaleźć na http://voip.net.pl

To nie jest tekst reklamowy :) To jest jeszcze jedna zaleta sieci internetowych, które dają nie tylko wolność wypowiedzi. Mnie uwolniła również od telekomunikacyjnych molochów.

Foto: GettyImages Creative

sobota, października 21, 2006

Pieworodny


Mimo ostatnich negatywnych postów, chcę pisać też o radosnych wydarzeniach.

Dla mnie wielkim wydarzeniem było przyjście na świat mojego syna. Kuba jest całkiem duży jak na malucha i choć wygląda jak inne noworodki - dla mnie jest w nim coś szczególnego.
Jego tata jednak nadal zostaje przy zdrowych zmysłach i nie zamierza nikogo przekonywać, że jest najpiękniejszy i najbardziej wyjątkowy na świecie :)

Jednocześnie wszystkich tzw. "prawicowców" informuję, że te narodziny (oraz "wysyp" dzieci wśród moich znajomych) nie jest wynikiem polityki prorodzinnej państwa, bo jej nadal nie ma. Nie jest też wynikiem "becikowego", które samo w sobie jest wręcz kuriozalnym gestem ze strony "żondu".


Ponieważ chcę wychować Kubę na porządnego i myślącego człowieka, zapewniam, że nie będzie on wyborcą żadnego pisu, elpeeru czy innej samołobrony.

poniedziałek, października 16, 2006

Co nam szkodzi?


Panie i Panowie!

Stało się - warchoł jest znowu ministrem i wicepremierem. Koalicja znowu razem jak gdyby nigdy nic. Parlamentarny cyrk znowu rusza, wszyscy mają miejsca w tym widowisku, wstęp wolny! Gwoździem programu jak przystało na cyrk są zwierzęta a szczególnie... nie, nie ma tygrysów, ale za to są ŚWINIE PRZY KORYCIE!

Proponuję rozszerzyć repertuar: w dalszej kolejności Leppera zróbmy prezydentem, Giertycha premierem, a Kaczyńskich królem i królową (mogą sobie wybrać role, albo się zamieniać nimi i tak nikt nie pozna). Co nam szkodzi? Bardziej kretyńsko już nie będzie, a śmieszyć przestało mnie to już dawno.

Jeśli ktoś nadal popiera PiS i nie czuje przy tym wstydu to mam dla niego diagnozę: jest tępym kretynem bez szans na wyleczenie. Jeśli ktoś czytając te słowa obraził się to dodam, że cieszy mnie to bardzo.

Dając upust emocjom jednocześnie dziękuję za uwagę i informuję, że co najmniej tydzień nie będę komentować "życia politycznego" bo nie zamierzam czytać takich wiadomości. Może nawet nigdy. Gdyby jednak "Żond" padł proszę o informację. Gdyby ktoś organizował partyzantkę walczącą z "żondem" który chce wprowadzić PRL-bis i niczym nie różni się od komunistów i postkomunistów - też proszę o info, chętnie się przyłączę, jeśli nie będę akurat w drodze do jakiegoś normalnego kraju...

Foto: GettyImages Creative